piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział 11

Czas mijał bardzo szybko nawet nie wiadomo kiedy Agata zaczęła spacerować z sporym już brzuszkiem ciążowym, w Kędzierzynie była ponad 6 miesięcy, ale wróciła do równowagi psychicznej i fizycznej, dzisiaj właśnie nadeszła pora by wrócić do Bełchatowa i zacząć już przygotowanie do wprowadzenia do domu nowego osobnika, Agata z Grzesiem widywała się codziennie, jednak nie można powiedzieć ze połączyło ich jakieś uczucie, byli dwójką dobrze zgranych przyjaciół.

~ z punktu widzenia Agaty...

 
O raaaaju, jakie te ubranka są śliczne, takie małe, różowe, niebieskie, ooooo i jeszcze buciki i smoczki. Nigdy nie sądziłam, ze fakt samotnego macierzyństwa aż tak mnie będzie cieszył, ale właśnie chwila! Przecież Grzesiek miał tu być 10 minut temu… super olał mnie.
-Jakie olał, jakie olał ? – Usłyszała Agata za swoich pleców.
-No ile można ? – Zapytała oburzona i przytuliła się do przyjaciela.
-Bo ja muszę się ciebie poradzić, nie wiem co robić.- odpowiedział wprost drapiąc się po głowie. A przyszła mama od razu badawczo przyjrzała się wielkoludowi.
-Co się stało ?
-Bo wiesz … Gośka jest w ciąży… ze mną … będę ojcem … ale jak ja ojcem ? Jak ja o siebie zadbać nie umiem ? – zapytał z lekkim przerażeniem, a Agata z nieukrywaną radością rzuciła mu się na szyję.
-Gratulacje ! To cudownie ! Moje maleństwo, będzie się miało z kim bawić, tak się ciesze, naprawdę
-Agata, ty serio do końca ciąży nie chcesz wiedzieć czy to on czy ona ? Ja bym chyba nie wytrzymał, nie wyobrażam sobie co by było gdyby Gośka nie chciała wiedzieć. C
hyba bym umarł przez te 9 miesięcy.
-Aaaa widzisz, bo ja przynajmniej będę miała niespodziankę – odpowiedziała jakże błyskotliwie.
Ten czas który tutaj spędziłam, pozwolił mi wrócić do świata „żywych”. Michał co prawda dalej gdzieś siedział w mojej głowie, w końcu był ojcem mojego dziecka … Matko jaka ja byłam głupia, ze się w nim zakochałam, chyba nigdy sobie tego nie wybaczę, ale nie rozdrapujmy ran, pora wracać . Grześ pomógł mi zapakować wszystko do samochodu a już za kilka godzin byłam w Bełchatowie, po rozpakowaniu z grubsza toreb postanowiłam pójść po coś do sklepu, no w końcu lodówka sama się nie zapełni. Przyodziana w strój zimowy, przechodziłam przez ulice tego pięknego miasteczka aż wreszcie pod supermarketem zamarłam … Zobaczyłam Michała z żoną i synem i … kimś jeszcze kto jeszcze smacznie sobie spoczywał w brzuchu jego żony, wyglądało mniej więcej ze była w podobnym miesiącu co ja .
-To idiota… zrobił dziecko mnie i swojej żonie – powiedziałam sobie w myślach ale nic musiałam podejść, tym bardziej, że jego żona mnie kojarzyła .
-Agata ? – zapytała szeroko się uśmiechając. A Michał aż zesztywniał na mój widok.
-Heej, rodzina w komplecie … - popatrzyłam dość wymownie na Michała, a po chwili szeroko uśmiechnęłam się do jego zony pytając – który miesiąc ?
Ona zaś z szerokim uśmiechem na ustach odpowiedziała:
-Końcówka 6 miesiąca …
-To tak jak ja – odpowiedziałam z uśmiechem. Właściwie to można powiedzieć, ze widząc mnie w tej kurtce ciężko było stwierdzić że jestem w ciąży, wyglądałam bardzo szczupło jak na końcówkę 6 miesiąca
-Naprawdę ? Przepraszam, nie zauważyłam, ale wyglądasz fenomenalnie !! – stwierdziła radośnie.
-Bardzo was przepraszam, ale dopiero wróciłam, chciałam zrobić jakieś zakupy, pójdę już, życzę wam szczęśliwego rozwiązania , trzymajcie się. – powiedziałam i właściwie … cholera jego widok w ogóle nie wzbudził we mnie żadnej reakcji … Michał to już przeszłość – powiedziałam sobie w myślach i uśmiechnięta ruszyłam miedzy alejki sklepowe.



~ z punktu widzenia Michała... 

Postanowiłem wrócić do Bełchatowa na stałe. Podpisałem znowu kontrakt ze skrą. Sprowadziłem swoja rodzinę tutaj. Od 6 miesięcy nie widziałem Agaty. Zachowałem się wtedy jak skończony debil. Zdarza mi się jeszcze o niej myśleć, tym bardziej, ze mam świadomość, że nosi pod sercem nasze dziecko. Mam nadzieję, ze chociaż będę mógł je widywać. Pewnie są małe szanse na to, bo Agata nie odbiera ani nie odpowiada na moje telefony i smsy. Właśnie robiłem zakupy z żoną. Z nią także spodziewałem się kolejnego dziecka. W pewnym momencie zobaczyłem Agatę w sklepie. Byłem w totalnym szoku. Tyle jej nie widziałem i nagle przypadkiem spotykam ją w sklepie. Błagałem tylko, żeby nie doszło do spotkania między nią a moją żoną. Niestety jednak się na siebie natknęły. Zaczęły rozmawiać o swoich ciążach. Ja tylko stałem i patrzyłem na nie. Bałem się, ze wszystko się wyda, a tego nie chce. Całe szczęście, że szybko się pożegnały. Spojrzałem jeszcze za Agatą po czym wróciłem z żoną do kolejnych zakupów. 
-Nie wiedziałam, że Aga jest w ciaży - powiedziala moja żona.
- Ja też nie.- skłamałem.
- Ale świetnie wygląda.
- Tak, tak. Idziemy już do kasy? 
- Chyba tak.
Poszedlem szybko do kasy. Chciałem jak najszybciej stąd wyjść. Jakoś ciężko mi rozmawiać z żoną na temat ciąży Agaty. 

Po jakichś 20 minutach byłem w domu z rodziną. Żona gotowała nam obiad. Ja jednak nie mogłem zapomnieć o spotkaniu z Agatą w sklepie. W takim razie ona tu wróciła. Znowu tu mieszka i będę ją musiał co jakiś czas spotykać. A więc znowu problem. Chyba muszę się z nią spotkać i wyjaśnić parę spraw. Tak. Na pewno muszę to zrobić. 
- Kochanie ja wychodzę, wrócę tak za godzinę lub dwie.
- Ale gdzie ty idziesz? Zaraz obiad.
- Muszę coś załatwić.Wrócę niebawem. - uśmiechnąłem się i pocałowałem żonę. Wziąłem kurtkę i wyszedłem z domu kierując się do Agi. Po drodze ubrałem kurtkę. Gdy byłem na miejscu spojrzałem na jej dom. Niewielki biały dom, ale bardzo przytulny. Na początku chciałem stchórzyć, ale trzeba jakoś załatwić sprawy z dzieckiem. Podszedłem do drzwi i zapukałem.


~ z punktu widzenia Agaty... 


 Po zakupach od razu wróciłam do domu. Rozpakowałam zakupy a następnie przebrałam się w ubranie po domu. Założyłam czarne leginsy, białą koszulkę na ramiączkach i w niebieską koszulę w kratkę. Ubrałam ciepłe skarpetki i zabrałam się za rozpakowanie rzeczy. Co jakiś czas czułam ruchy swojego dziecka w brzuchu. Usmiechałam sie tylko, bo było to bardzo przyjemne. Pogłaskałam swój brzuch i ogarniałam dalej rzeczy. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Zdziwiłam się, bo nie byłam z nikim umówiona. Odgarnełam włosy do tyłu i poszłam je otworzyć. Kiedy je otworzyłam byłam w szoku. 
- Michał? A co ty tu robisz?
- Musimy pogadać. Mogę wejść?
- Chyba nie mamy o czym rozmawiać co?
- No raczej mamy. Jakbyś zapomniała, to nosisz moje dziecko.
- I co w związku z tym? 
- Musimy pogadać.
- No dobra wejdź - westchnęłam i wpuściłam go do środka.
Michał wszedł do środka i zdjął kurtkę. Patrzyłam na niego trzymając rękę na plecach.
- Chodź dalej - powiedziałam i poszam do salonu.- Napijesz się czegoś?
- Nie dzięki, ja tylko na chwilę.
- To słucham. Co chcesz?
- No więc...jesteś w ciąży...ze mną..i...czuję się za to odpowiedzialny. 
- Oo proszę. Nowość widzę.
- Agata mówię serio. Będę płacić alimenty, tylko powiedz ile chcesz.
- Kasa? Nie chce twojej kasy. Zajmij się swoją rodziną, poradzę sobie bez twoich pieniędzy wiesz?
- Będę mógł chociaż widywać dziecko?
- Nie wiem. Muszę pomyśleć nad tym. Coś jeszcze ?
- Nie...tyle co chciałem. Przemyśl to jeszcze.
- Dobra.
- To ja już pójdę. Cześć - powiedział patrząc na mnie. 
- Pa. - powiedziałam i odprowadziłam go do wyjścia.
Kiedy wyszedł oparłam się o drzwi. Co on sobie myśli? Teraz będzie do mnie przychodził i myślał, że alimenty wszystko załatwią? O nie..Ja sobie tam świetnie sama radę. Bez jego pomocy ani jego pieniędzy. Trochę mnie zdenerwował tym, że tu przyszedł. Chyba muszę zadzwonić do Grześka i powiedzieć mu co się stało. On przynajmniej mnie zawsze wysłucha.


Wiem, że mnie dawno nie było i przepraszam, ale ten rok mam ciężki , oczywiście rok szkolny. Mało czasu znajduje żeby tu wejść. Ale teraz jest wolne i postanowiłam coś dodać. ; > Mam nadzieję, ze się podoba i przeczytam kilka komentarzy na dole. Piszcie szczerze, zniosę każdą krytykę. Nie będę wam życzyć wesołych świąt, bo to już trochę za późno, ale życzę wam SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO 2014 ROKU !!! Ja teraz wracam do łózka, bo mam zapalenie gardła, kaszle tylko i katar mam i ledwie żyję. Do zobaczenia w kolejnym rozdziale. Pozdrawiam was !!;*

Ps. Jasiek pozdrawiam cię xD  

niedziela, 20 października 2013

Rozdział 10 cz.2

~ Z punktu tajemniczego nieznajomego...

Ten dzień był wyjątkowo zły, wszystko co mogło się spieprzyć już się spieprzyło.
Trening nie wyszedł, woda pękła zalewając mieszkanie sąsiada, samochód odmówił posłuszeństwa, pies się na mnie wypiął, brakowało tylko tego, żeby w rowerze pękła opona. A właśnie rower, mój ulubiony środek lokomocji, chyba nie wyobrażam sobie innego w takie właśnie dni, samotne podróże przez miasto to chyba coś najbardziej odprężającego człowieka. No i kurna stało się, i z rowerem nie wyszło, wprost pod moje opony weszła dziewczyna, a siła roweru i mojej bądź co bądź sporej objętości powaliła ją na ziemię. Kiedy tylko zeskoczyłem z roweru pognałem do dziewczyny w celu sprawdzenia czy wszystko z nią w porządku.
-Ej wszystko okej ? weszłaś mi prosto pod kółka, powinnaś bardziej uważać… o cholera…
Powiedziałem kiedy tylko zobaczyłem spływającą po jej czole krew.

~ Z punktu widzenia Agaty...

Po pierwszym wstrząsie po powaleniu na ziemię pierwsze co przyszło mi do głowy to mój maluszek, którego już pokochałam.
-Boże moje dziecko, ja jestem w ciąży, ratuj moje dziecko.
Dodałam kiedy, mężczyzna zaczął wycierać moje czoło chusteczką jednocześnie dzwoniąc po pogotowie, które na miejscu było wyjątkowo szybko. Mimo moich próśb o to, żeby mnie nie brali, lekarz nie zgodził się, stwierdził, że dobrze zrobić badanie chociażby ze względu na dziecko. A tajemniczy mężczyzna jeszcze długo mnie przepraszał chyba właściwie do chwili w której nie zamknęli drzwi karetki.


~ Z punktu widzenia tajemniczego...


Myślałem że ją zabije, cholera ja siebie zabije najpierw ! Ale jak ona łazi, w ciąży i chodzi jak po 0,7, no cholera, jeszcze tego brakowało żebym kogoś uśmiercił. Ale nic musiałem wrócić do domu, tam po szybkim prysznicu u sąsiada (zepsuta rura u mnie) nie mogłem sobie znaleźć miejsca, kuchnia zbyt mała, sypialnia zbyt jasna, salon za duży, zabrałem sweter i poleciałem do szpitala tam oczywiście rutynowe pytanie.
-Pan jest mężem pacjentki ? bądź kimś z rodziny ?
Pomyślicie pewnie skąd wiem jak się nazywa ta niewiasta ? A no słyszałem jak mówiła lekarzom jak się nazywa .. Agata Dobrzańska . Nie wiele myśląc powiedziałem w stronę pielęgniarki.
-Eee tak, chłopakiem, jest w ciąży, proszę mnie do niej wpuścić, błagam.
Hah musiałem być przekonujący, bo już po chwili szedłem korytarzem z pielęgniarką, która najpierw weszła do sali w której chyba była ta dziewczyna.


~ Z punktu widzenia Agaty...


Pielęgniarka wchodząca do Sali uśmiechnęła się szeroko do mnie, a po chwili powiedziała.
-Pani chłopak już jest, już go wpuszczam.
Jak się zdziwiłam, Michał ? Facundo ? Przecież żadne z nich by tak szybko tutaj nie dojechało, a więc kto ? Po chwili już wiedziałam, to mój niedoszły zabójca. Wszedł z kwiatkami i sokiem do sali. Jego uśmiech był tak rozbrajający że od razu wybaczyłam to kłamstwo dotyczące naszej znajomości, podszedł do mojego łóżka pytając.
-Jak dziecko ? Ja przepraszam, wpadłaś mi pod koła, to dla Ciebie, sok i kwiatki, tak żeby ci miło było.
-Z dzieckiem dobrze, nic się nie stało. To ja cie przepraszam – powiedziałam patrząc na tajemniczego, który sobie usiadł na moim łóżku . Czy nie pozwalał sobie na za dużo ? Zapytałam sama siebie, ale się do niego uśmiechnęłam.
-Powinnaś uważać, mój dzień kompletnie jest do kitu, i jeszcze nasz wypadek, normalnie chyba powinienem się położyć w domu i nie wychodzić, - dodał z uśmiechem, mimo, ze prawie go nie znałam. On tak swobodnie się zachowywał, zupełnie jakbyśmy się kumplowali już przez 3 lata co najmniej.
-Powinieneś to ty chyba się przedstawić. – powiedziałam, a co się będę z nim patyczkować, prawie mnie zabił, no dobra to ja mu weszłam pod kółka, ale to nie ważne.
-Aaaa, no faktycznie, przepraszam zapomniałem, jestem Grzesiek, Grzesiek Bociek.
- Ja Agata, Agata Dobrzańska - uśmiechnęłam się do niego.
Grzesiek teraz tak siedział przy obok mnie na łóżku i rozmawialiśmy. No naprawdę, tak świetnie się dogadywaliśmy jakbyś się znali nawet od małego. Fajnie, że go teraz spotkałam. Przynajmniej mam z kim porozmawiać. W ostatnim czasie straciłam trzy ważne dla mnie osoby. Teraz jeszcze noszę pod sercem dziecko faceta, który wszystko zniszczył. Tylko się zabawił. W końcu zjadłam coś i napiłam się soku. Grzesiek siedział u mnie, aż do wieczora. Powiedział, że wpadnie następnego dnia, ale dopiero po treningu. Pożegnałam się z nim i gdy wyszedł położyłam się lekko na boku i spróbowałam zasnąć.

~ z punktu widzenia Grześka...

Posiedziałem z Agatą jednak dłużej niż miałem w planach. To naprawdę świetna dziewczyna. Jeszcze z nikim nie dogadywałem się tak dobrze jak z nią. Opowiedziała mi swoją historię. Skąd się tu wzięła, z kim jest w ciąży i wszystko od początku. Strasznie przykro mi się zrobiło, gdy to usłyszałem. Cała trójka zachowała się głupio. W końcu ona myślała, że może na nich polegać. Fakty faktami, ale ona też się dobrze nie zachowała. Mam nadzieję, że teraz jej się dobrze ułoży. Aga ma jutro wyjść, więc postanowiłem, że wpadnę i pomogę jej wrócić do domu. Wymieniliśmy się numerami telefonów także w razie czego byliśmy w kontakcie. 


Następnego dnia, obudziłem się o 8. Miałem godzinę, żeby się pozbierać i wyjść na trening. Ustaliłem z moją nową koleżanką, że wpadnę od razu po treningu. Na początku nie chciała się zgodzić na moją pomoc, ale ja muszę jej jakoś pomóc. Wiem, że ona potrzebuje tego. Wykonałem poranną toaletę i w biegu zjadłem śniadanie. Kiedy byłem gotowy poszedłem na trening. Dzisiaj było już lepiej niż wczoraj, jednak dalej mi świetnie ćwiczenia nie wychodziły. Ciągle miałem wyrzuty sumienia, że potrąciłem Dobrzańską. Po treningu w szatni, moi koledzy chyba domyślili się, ze kogoś poznałem bo od razu zaczęli mnie o nią wypytywać.
- No Grzesiu, kiedy się poznaliście? Jak ma na imię? Ładna jest?
- Na imię ma Agata. Poznałem ją wczoraj. Jechałem na rowerze i tak jakoś przez przypadek w nią wjechałem.
Oczywiście moi jakże mili koledzy zaczęli się śmiać.
- A ładna chociaż?
- Nawet bardzo.
- No to przynajmniej tyle.
Rozmowa z kolegami to jednak nie to samo co z nią. Ubrałem się i szybko wyszedłem z hali. Pojechałem do Agaty, bo właśnie miała wychodzić ze szpitala.  Wszedłem do niej na salę. Już na mnie czekała. Ubrana była w rurki, luźniejszą koszulę z krótkim rękawem i baleriny. Włosy tym razem spięła w kucyka. Tak jej też ładnie było, to trzeba przyznać.
- Cześć - powiedziałem do niej z uśmiechem - no to co? Wracasz do domu.
- A tak - zaśmiała się - dziękuję, że przyszedłeś.
- Nie musisz dziękować, po prostu czułem potrzebę i odpowiedzialność, żeby odprowadzić cię do domu. To jak idziemy?
Na odpowiedź kiwnęła mi głową i wyszła przede mną. Szliśmy powoli w stronę jej domu, rozmawiając spontanicznie. Dowiedziałem się, że jest studentką prawa. Mądra dziewczyna. Gdy doszliśmy pod dom jej babci stanąłem przed nią.
- Dziękuje za odprowadzenie jeszcze raz - uśmiechnęła się do mnie.
- Nie ma problemu. Może zobaczymy się później albo jutro ?
- Hm.. myślę, że możemy. Zdzwonimy się jeszcze. Miłego dnia - puściła do mnie oczko i pocałowała mój policzek. Po chwili zniknęła na drzwiami.


Tak jak obiecałam jest część druga ! ;> Mam nadzieję, że też się podoba. Przy tej części też współpracowałam z Jaśkiem :D Pozwoliłam mu część napisać, przyznaję :D Jutro znowu do szkoły, zaczynam rehabilitację, więc może z moją kostką będzie okej ;p Mam nadzieję, że pojawi się chociaż kilka komentarzy, bo to daje mi motywację do pisania dalszych rozdziałów. Na dzisiaj to już tyle. Życzę wam miłego czytania i polecajcie znajomym jak się spodoba. Pozdrawiam wam ♥

sobota, 19 października 2013

Rozdział 10 cz. 1

z punktu widzenia Agaty...

Po kolejnym minionym tygodniu, postanowiłam, ze muszę powiedzieć Facundo o ciązy, po prostu muszę, mimo wszystko. Nie wiele myśląc, pojechałam samochodem pod Częstochowę, gdzie siatkarze Bełchatowa przebywali w przeprwach pomiedzy meczami i gdzie trenowali, 
tam jak twierdził trener mieli spokój od mediów i rozwścieczonych fanek. Kiedy wyszłam z samochodu nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam, moim oczom w parku, w pobliżu ośrodka ukazała sie para.
Ale nie byle jaka para, to był Facundo... z Karoliną. 
Z tą Karoliną, która jeszcze dosłownie chwile temu była moją przyjaciólką, a teraz w jednej sekundzie ją znienawidzilam.
Nie wiele myśląc podeszłam do nich, ale nie chciałam ich zabić, ochota mordu odeszła w jednej chwili kiedy przy nich stanęłam, kiedy mnie zobaczyli, zachowywali sie dosłownie tak, 
jakby zobaczyli ducha. Ze spokojem, sama byłam w szoku, zdjęłam z palca pierścionek i podałam go Facundo, który dalej stał tak wmurowany.

-Może to i dobrze... życzę wam szczęscia, tylko nie zapomnij Karolino poinformować swojego faceta o tym że sie puszczasz z innym.

Karolina, zachowała się kompletnie inaczej niz zazwyczaj, z pewnością w oczach powiedziala do mnie:

-Ja przynajmniej nie robie dobrze, żonatemu facetowi, a Facu, no cóż... woli mnie, wiec mała spadaj.

Do tego wszystkiego włączył sie chyba najmniej potrzebny aktualnie Facundo.

-Agato, przepraszam Cię, to nie tak miało wyglądać, jestem z nią od kilku tygodni, wiem też o Michale, to on mi o was powiedział, wiem tez o dziecku, przepraszam.

Przynajmniej na tyle było go stać, mimo wszystko cos mnie tam w środku zabolało, chyba bardziej z powodu straty przyjaciólki która okazała sie zwykłą zdzirą,
ale przeciez ja też nie bylam swieta, zdradziłam go, kiedy było dobrze.Obróciłam się wiec na pięcie i ruszyłam w drogę powrotną do domu, w jednej chwili zrozumiałam też że z Michałem pora skończyć.
On doniósł o nas mojemu byłemu narzeczonemu to chyba najbardziej bolało, od razu w drodze powrotnej postanowiłam pojechać do Michała i się z nim rozmówić, szczęscie w nieszczęściu, 
spotkalam go na chodniku w miejscu gdzie nocuje. On z wielkim usmiechem ruszył w moim kierunku.

-Agata, kochanie, proszę Cię, porozmawiajmy.

Jeszcze kilka dni temu rzuciłabym mu się na szyję, a teraz ? Teraz jedyne co potrafiłam to wymierzyć mu siarczystego policzka i dodać.

-Ty skonczona świnio, miłość ? Co tutaj dziewczyna do bzykanka a w Rosji żona i syn ? Nigdy do Ciebie nie wrócę, nigdy. Jak mogłeś powiedzieć o wszystkim Facundo, odejdz i daj mi spokój.
Na dziecko placić nie musisz, twoja żona tez się o niczym nie dowie, po prostu mnie zostaw i daj mi święty sposób.

Czułam się taka samotna teraz, przytuliłabym sie chyba nawet do kaktusa, mialam sama wychować dziecko mężczyzny, który po raz drugi tak mnie skrzywdził ? To było chyba zbyt dużo jak na moje młoda co bądz barki.
W kilka dni pozamykałam swoje sprawy w Bełchatowie i kiedy spakowałam swoje rzeczy ruszyłam w podróż do miejsca, które kiedyś było moją oazą spokoju do Kędzierzyna Koźla, to tutaj mieszka babcia, chyba jedyna kobieta która byłaby w stanie mnie zrozumieć teraz.

Po kilku godzinach już siedziałam przy stole z babcią, o dziwo ucieszyła sie z faktu, ze zostanie prababcia, przyznam bardzo mnie to zdziwiło. Już po godzinie rozmowy, czułam się o wiele lepiej, nie kto inny jak wyjątkowy lekarz duszy w postaci mojej babci, stwierdził, ze pora się przejsc.
Mam się ubrać i przynajmniej przez godzinę nie wracać. Nie wiele mysląc przyodziałam się w bluzę i ruszyłam po chodnikach Kedzierzyńskiego miasta...

Moje myśli zaprzątnięte zupełnie wydarzeniami ostatnich dni kompletnie nie pozwalały mi sie skupić na trasie, nie wiem nawet kiedy, wpadłam pod jadacy rower...

Mamy rozdział... dodaje go po pewnej nieobecności ale nie byłam w stanie pisać. Dzisiaj w tym miejscu chciałabym podziękować mojemu wspaniałemu przyjacielowi. Jasiek... Dziękuję ze byłeś przy mnie w ostatnim czasie. Był to trudny czas dla mnie. Dziękuję ze mi pomagasz. Pomogłeś przy tym rozdziale. Fajnie się współpracuje. Mam nadzieję ze dalej tak będzie. Jeszcze raz dziękuję. Zapraszam was do komentowania bo chce poznać waszą opinie. Pozdrawiam was !!! <3333
PS. Drugą część postaram się dodać jutro. ;)

piątek, 27 września 2013

Rozdział 9

~z punktu widzenia Michała...

Gdy wyszła z kawiarni siedziałem sam przy stoliku załamany. Nie wierzyłam, że ona to zrobiła. Przecież mnie kocha, nie mogła odejść tak po prostu. Doskonale wiemy, że to nie jest wyjście z sytuacji. Chciałem coś zrobić, ale w tym momencie kompletnie nie wiedziałem co mogę. Dagmara nadal wydzwania do mnie codziennie, a ja już nie wiem co mam jej mówić. Nie chcę jej okłamywać, bo nie zasługuje na to, ale przecież mamy syna. Będę chyba musiał od niej odejść. Może spotkam się z Karoliną, ona mi może pomóc w tej sytuacji. W końcu to przyjaciółka Agaty. Próbować zawsze trzeba. Postanowiłem do niej zadzwonić. Odebrała dosyć szybko.
  • Cześć Karola, moglibyśmy się spotkać ? - zapytałem z nadzieją.
  • Pewnie, a coś się stało?
  • Pogadamy jak się spotkamy. To nie rozmowa na telefon.
  • No dobrze, to gdzie i o której?
  • Może za godzinę na rynku?
  • Pasuje mi, będę punktualnie.
  • To do zobaczenia.
  • No cześć – rozłączyła się.
Zapłaciłem za mój napoj i wyszedłem z kawiarni. Szedłem powoli w stronę rynku. Przechodziłem przez ten park gdzie poznałem Agatę. Oczywiście wróciło do mnie to wspomnienie. Ja nigdy o niej nie zapomnę. To jest zbyt trudne. Próbowałem o niej zapomnieć w ciągu 3 lat i nic z tego nie wyszło. Na rynku byłem przed czasem. Usiadłem sobie przy fontanni i czekałem na Karolinę. Tak jak mówiła przyszła punktualnie. Usiadła obok mnie i spojrzała w moim kierunku.
  • No to mów co się dzieje – uśmiechnęła się.
  • Spotkałem się wczoraj z Agatą tak jak mówiłaś.
  • No... i co w związku z tym? - patrzyła cały czas na mnie.
  • Powiedziała, że koniec z naszą znajomością, że zaraz bierze ślub i musi się wszystkim zająć, a że ja i tak będę szczęśliwszy z moją żoną niż z nią. Tylko, że zależy mi na niej i już nie wiem co mam robić – mówiąc to posmutniałem.
  • Ja nie wiem co jej odbiło. Najpierw wdaje się z tobą w romans, a teraz to kończy i mówi że tak jest lepiej. Coś chyba jest nie tak.
  • Też mi się wydaje, że jest coś nie tak. Może mogłabyś z nią pogadać?
  • Pewnie. Pogadam z nią.
  • Dziękuje ci bardzo. Jak coś wyjaśnisz to zadzwoń i mi powiedz dobra?
  • Jasne. To jesteśmy w kontakcie.


~ z punktu widzenia Agaty...

Wyszłam z kawiarni najszybciej jak się dało. Powiedziałam mu wszystko co miałam do powiedzenia. Nie było to dla mnie łatwe. Z płaczem poszłam prosto przed siebie. Nie mogłam się w takim stanie pokazać Facundo. Od razu zacząłby wypytywać o co chodzi. Chciałam tego uniknąć. Spacerowałam po mieście myśląc nad tą całą sytuacją. Gdy już się uspokoiłam wróciłam do domu. Facundo miał jeszcze trening. Weszłam do środka i położyłam się na kanapie. Nagle usłyszałam dźwięk mojej komórki. To była Karolina.
  • No co jest ? - zapytałam.
  • Może ty mi powiesz co jest?
  • Nie mam pojęcia o czym mówisz.
  • No to się dowiesz. Gdzie teraz jesteś?
  • W domu, a co?
  • Będę tam za 10 minut.
  • Spoko, czekam.
Szybko się rozłączyła. Nie wiedziałam o co jej chodzi. Przyniosłam na stół jakieś ciastko, sok i dwie szklanki. Po chwili do drzwi zapukała moja przyjaciółka. Otworzyłam jej drzwi, a ona szybko weszła.
  • Czy ty mi powiesz co ty odwalasz? - spojrzała na mnie mocno zdenerwowana.
  • Ale o co ci chodzi?
  • Widziałam się przed chwilą z Michałem. Powiedział mi, że zakończyłaś waszą znajomość.
  • Yhh. Karolina ja musiałam.
  • Teraz musiałaś? Nagle teraz? Przecież ty go kochasz dziewczyno, wpadłaś po uszy i to widać. Kończenie tego nic ci nie da, bo i tak ciągle będziesz do tego wracać. Wyjdziesz za mąż, to będzie za późno. Musisz zakończyć związek z Facundo. Jeszcze przed ślubem.
  • Ale ja chyba chcę wyjść na Facundo. Michał ma przecież żonę i szczęśliwą rodzinę. Nie chce mu tego psuć.
  • Ty nic nie psujesz. On sobie to już dawno zepsuł. Nie popełniaj tego samego błędu co on Aga.
  • Nie potrafię odejść od Facundo.
  • No jakoś będziesz musiała. Wasz związek i tak już nie ma sensu.
  • Masz chyba rację. Ale potrzebuję czasu, żeby to sobie poukładać i w miarę łagodnie mu to powiedzieć.
  • Jak chcesz.
Wtuliłam się w nią mocno. Ona chyba miała rację. To, że zakończyłam to wszystko z Michałem i tak mi nic nie da. Będę o nim myśleć, tak jak 3 lata temu. Chwilę postałyśmy wtulone w siebie po czym usiadłyśmy w salonie. Teraz nasza rozmowa była bardziej luźna. Gadałyśmy o takich babskich sprawach przy okazji jedząc ciasto. Myślami oczywiście byłam z Michałem i Facundo. Czemu to życie jest takie ciążkie? Fakt, nikt nie powiedział, że ma być łatwo. Cóż poradzić. Jakoś dam radę i wyjdę z tego bagna. Będę szczęśliwa. Wierzę w to bardzo. W pewnym momencie dostałam sms'a od Facundo: „Kochanie, będę dziś później. Idziemy jeszcze z chłopakami na miasto”.
  • Karola masz dzisiaj jakieś plany ? - spojrzałam na nią.
  • Nie, a czemu pytasz?
  • Może się gdzieś przejdziemy? Dawno nie spędziłyśmy dnia razem.
  • W sumie, czemu nie? - uśmiechnęła się.
  • To chodźmy.
Odwzajemniłam jej uśmiech i dość szybko wyszłyśmy z domu. Jak to my kobiety poszłyśmy na zakupy. Nie kupiłyśmy nic specjalnego. Po prsotu oglądałyśmy tylko cały czas rozmawiając o jakichś głupotach. Karolina dużo opowiedziała mi o swoim chłopaku. Wydawał się być bardzo fajnym facetem. Przynajmniej tak wynikało z ich opowieści. Mówiła, że niedługo go poznam. Byłam bardzo ciekawa. Chciałam wiedzieć z kim spotyka się moja najlepsza przyjaciółka. Chodziłyśmy od sklepu do sklepu. W pewnym momencie zaczęło mi się robić słabo. Złapałam się przyjaciółki, a ona mnie podtrzymała.
  • Aga co się dzieje? - spojrzała trzymając mnie.
  • Nic takiego, trochę mi się słabo zrobiło.
  • Chodź, usiądziesz – pomogła mi dojść do ławki i usiadłyśmy. Od razu podała mi wody, której się napiłam – już dobrze?
  • Tak, jest lepiej – odetchnęłam głęboko – nie mam pojęcia dlaczego tak się stało – westchnęłam.
  • A miałaś jeszcze jakieś inne objawy lub coś?
  • Czasem mnie mdliło, słabo mi też bywało czasem. Myślałam, że mi przejdzie.
  • Wiesz co? Wydaje mi się, że powinnaś zrobić test ciążowy – powiedziała patrząc na mnie.
  • Test ciążowy? Zwiariowałaś? Nie jestem w ciąży – powiedziałam spanikowana.
  • Spokojnie. Sprawdzić zawsze można i będzie pewność – uśmiechnęła się.
  • No dobra – powiedziałam zrezygnowana.
  • To czekaj tu, a ja kupię.
Zrobiłam jak powiedziała. Siedziałam spokojnie na miejscu i czekałam, aż Karola wróci. Po jakichś 5 minutach wróciła z testem ciążowym w ręce. Jakoś nie chciałam wiedzieć czy jestem w ciąży. Nie mogłam być. Nie teraz i nie w takiej chwili. Karolina pomogła mi wstać. Szłyśmy powoli, ale gdy już w zupełności poczułam się dobrze zaczęłyśmy iść zdecydowanie szybciej. Widziałam, że moja przyjaciółka chce jak najszybciej się dowiedzieć czy jestem w ciąży. Gdy weszłyśmy do domu włożyła mi do ręki test i popchała do łazienki. Starałam się stawiać opór, ale wiedziałam, że mi nie odpuści. Weszłam do łazienki i zrobiłam go tak jak chciała. Gdy zobaczyłam wynik wyszłam z łazienki i usiadłam pod ścianą. Od razu łzy zaczęły mi spływać po policzkach. Karolina podeszła do mnie szybko i spojrzała na mnie.
  • Ej nie płacz. Co wyszło? - spojrzała na mnie.
  • Jestem w ciąży – spojrzałam na nią zapłakana.
  • To przecież cudownie.
  • No nie wiem czy takie cudownie – mówiłam płacząc. Odgarnęłam włosy do tyłu.
  • Aga, a wiesz chociaż czyje to będzie dziecko? - spojrzała na mnie z pewną obawą w oczach. Widziałam to dokładnie.
  • No Michała pewnie. Z Facundo spałam niedawno, więc byłoby za wcześnie żebym mogła zajść w ciążę.
  • To teraz masz drugi powód dlaczego musisz odejść od Facundo.
  • Ale jak ja Facundo teraz w oczy spojrzę? Zdradziłam go i jeszcze mam dziecko z innym.
  • Spokojnie. Musisz z nim na spokojnie porozmawiać. Michałowi o dziecku też musisz powiedzieć.
  • Na razie nie chcę mu mówić.
  • Dobra jak chcesz. Nie płacz już proszę – powiedziała i przytuliła mnie mocno do siebie.
Wtuliłam się w nią. Cieszyłam się, że jest teraz przy mnie. Znowu czułam się zagubiona. Nie wiem co robić i na dodatek jestem w ciąży. Wiem, że Michał mnie kocha i zaopiekuje się mną i dzieckiem. Muszę z nim porozmawiać. Zdaję sobie z tego sprawę. Zresztą z jednym i drugim muszę porozmawiać. Najpierw musiałam trochę ochłonąć. Była to trochę świeża informacja jak dla mnie. Bałam się bardzo reakcji Facundo. Zdaję sobie sprawę z tego, że go zraniłam.

~ z punktu widzenia Michała...

Po spotkaniu z Karoliną wróciłem do domu. Usiadłem zamyślony na kanapie. Byłem w beznadziejnej sytuacji. Kocham Agatę i wiem, że to ona jest tą jedyną. Mam jednak żonę i syna. Jak odejdę od nich to zranię i Dagmarę, ale także i małego. Zadzowił mój telefon i bez sprawdzenia kto to, po prostu odebrałem.
  • Cześć kochanie, tęsknimy za tobą – w słuchawce usłyszałem głos Dagmary.
  • O cześć. Ja za wami też.
  • Kiedy do nas wrócisz?
  • Nie wiem. Muszę załatwić jeszczę parę spraw i postaram się jak najszybciej.
  • No dobrze. Pamiętaj, że cię kochamy.
  • Pamiętam i ja was też. - powiedziałem smutnym głosem.
  • Michał. Coś się stało?
  • Nie, nie. Zmęczony tylko jestem.
  • No dobrze. To może już nie zamęczam. Odpocznij najlepiej i w wolnej chwili zadzwoń. Oli chciałby z tobą porozmawiać.
  • Zadzwonię. Na pewno. Obiecuję. Całuję was.
  • My ciebie też. Pa – rozłączyła się.
Z każdą rozmową coraz bardziej cięzko mi się z nią rozmawiało. Nie chciałem jej dłużej okłamywać. Wiedziałem jednak, że jak powiem, że chcę rozwodu to się załamie.W końcu muszę jej o tym powiedzieć. Poszedłem do łazienki i wziąłem szybki prysznic. Ubrałem czyste ciuchy i położyłem się na kanapie. Wziąłem telefon i zobaczyłem, że mam kilka nieodebranych połączeń. Agata do mnie dzwoniła. Mam nadzieję, że nic się nie stało. Natychmiast do niej oddzwoniłem
  • Aga co się dzieje? - zapytałem zaniepokojony.
  • Nic takiego.
  • Płakałaś przed chwilą?
  • Nie, nie.
  • Mów prawdę, przecież słyszę. Co się stało?
  • A moglibyśmy się spotkać? To raczej nie rozmowa na telefon.
  • Dobra jak chcesz. Tylko gdzie i o której?
  • Zaraz u Ciebie będę. Czekaj na mnie.
  • Dobrze, czekam.
Od razu po moich słowach się rozłączyła. Miała zapłakany głos. Co się takiego stało? Byłem bardzo zmartwiony. Czekałem na nią chodząc po domu nerwowo. Gdy usłyszałem dzwonek do drzwi od razu jej otworzyłem. Weszła do środka, a ja zamknąłem za nią drzwi. Była zapłakana. Spojrzała na mnie swoimi smutnymi i pełnymi łez oczami. Aż mnie coś ścisnęło za serce. Co się stało?
  • Aga. Matko co się stało? Czemu płakałaś? - złapałem ją za ramiona i spojrzałem w jej oczy.
  • Muszę ci o czymś powiedzieć.
  • No dobrze. To mów.
  • No bo...
  • No bo co? Mów, bo się już martwię co jest.
  • Ja jestem w ciąży.
  • W ciąży? - powtórzyłem zaskoczony – z kim?
  • Z tobą. Jestem tego pewna. Będziesz ojcem. Będziemy mieli dziecko.
  • Przecież to cudownie – powiedziałem i przytuliłem ją.
  • Cudownie? Michał ty masz żonę i dziecko. Rozbiję ci małżeństwo. Oprócz tego sama teraz będę wychodzić za mąż i co ja Facundo powiem?
  • Ej, ej spokojnie. Małżeństwa mi nie rozbijesz, bo to nie twoja wina. Tym się nie przejmuj. A Facundo powinnaś powiedzieć prawdę. Nie możesz go oszukiwać już dłużej, a tym bardziej jak jesteś w ciąży i to nie z nim. - mówiłem patrząc w jej oczy.
  • A ty już powiedziałeś o wszystkim swojej żonie?
Gdy usłyszałem jej słowa zamarłem. No tak, Dagmara nic nie wie, a ja udzielam takich rad Agacie.
  • No nie powiedziałem. Zrobię to przy najbliżej okazji obiecuję ci.
  • Michał. Sam widzisz, że to nie jest łatwe. Dobra powiem o wszystkim Facundo, ale najpierw ty powiedz o wszystkim swojej żonie.
  • Dobrze.
Teraz już nie mogłem się od tego wymigać. W koncu trzeba o tym powiedzieć. Jak chcemy być razem, to nie możemy się ukrywać. To nie będzie mieć sensu. Ona kończy związek z Facundo, a ja z Dagmarą. Musimy to zrobić. Cieszyłem się, że będę mieć z nią dziecko. Czułem się wspaniale. Marzyłem o tym już od dawna. Teraz będę szczęśliwy i to bardzo.


Jest rozdział 9 :D Mam nadzieję, że się podoba. Postanowiłam go dzisiaj napisać, bo w poniedziałek wracam do szkoły i teraz będę pisała rozdziały bardzo rzadko, bo nauka i w ogóle. Wreszcie zdjęli mi gips i mam luz na nodze xd rehabilitację mam od 21 października dopiero -,- tydzień przed urodzinami ;p świetnie -,- do tego czasu nie mogę grać, więc trochę głupio. Muszę dać radę jednak ;p Szkoda mi naszych chłopaków. Mogli wygrać z Bułgarią, było tak blisko. Potem z Niemcami na pewno by wygrali. Tak bardzo mi się smutno zrobiło jak ich zobaczyłam po meczu z Bułgarią. Tacy smutni i w ogóle. Aż serce boli się jak się ich takich widzi. Wierzę, że na MŚ pokażemy na co nas stać i kto jest najlepszy ! Pozdrawiam was !! ♥

poniedziałek, 16 września 2013

Rozdział 8

~ z punktu widzenia Facundo...

Wróciłem do domu i zabrałem Agę na romantyczną kolację. Planowałem to już od dawna. Oświadczyłem się jej, a ona się zgodziła. Moje szczęście jest nie do opisania. Gdy wróciliśmy do domu spędziliśmy upojną noc. Było cudownie. Kiedy obudziłem się Agi nie było obok. Rozmawiała z kimś przez telefon. Domyśliłem się, że pewnie z Karoliną. Dziewczyny gadały ze sobą dosyć często. Wstałem i ubrałem bokserki. Zszedłem na dół i przypadkiem usłyszałem ich rozmowę. Trochę to brzmiało jakby Agata nie była pewna, czy chce ślubu. O co chodziło? Myślałem, że ona tego chce i jest szczęśliwa. A może się myliłem? Wiedziałem jedno. Muszę z nią porozmawiać. Podszedłem do niej z uśmiechem.
  • Cześć kochanie – powiedziała, gdy skończyła rozmawiać.
  • Cześć – odpowiedziałem.
  • Coś się stało?
  • Możemy pogadać?
  • No tak.
  • Czy ty jesteś ze mną szczęśliwa? - spojrzałem jej prosto w oczy.
  • Jestem szczęśliwa.
  • Na pewno chcesz ślubu?
  • Oczywiście, że chcę. Czemu w ogóle pomyślałeś, że nie chcę?
  • A nie wiem, tak jakoś. Kocham Cię – pocałowałem ją.
  • Ja Ciebie też – odwzajemniła mój pocałunek.
  • Jakby było inaczej masz mi powiedzieć, a nie chować tego w tajemnicy przede mną, dobrze kochanie ?
  • Dobrze – westchnęła.
  • A teraz ja się będę zbierać, bo za godzinkę mam trening.
Agata stała w miejscu i trochę wymuszała uśmiech. Czy ona kłamała? Nie mam pojęcia, ale mam nadzieję, że mówiła prawdę. Kocham ją nad życie i wiem, ze chce spędzić z nią resztę mojego życia. Gdy skończyliśmy rozmawiać poszedłem wziąć prysznic. Kiedy byłem gotowy do wyjścia, wziąłem torbę i wyszedłem z domu na trening.


~ z punktu widzenia Agaty...

Właśnie rozmawiałam z Facundo. Zadawał mi mnóstwo pytań na temat czy jestem szczęśliwa i takie tam. Czasem nie wiedziałam co powiedzieć. No bo ja go kocham wspaniały z niego facet, ale moje myśli nadal są z Michałem. Nie umiem sobie z tym wszystkim poradzić. Z Michałem nie miałam kontaktu od momentu, gdy dowiedział się, że jestem zaręczona. W sumie to mu się nie dziwię. Facundo nie ma ja z nim poszłam do łóżku i spędziłam mnóstwo czasu razem z nim. Wspaniałego czasu. Jednak kiedy Facundo wrócił i mi się oświadczył ja się zgodziłam i tak jakby odrzuciłam po tym wszystkim Michała. Nie było mi łatwo. Na szczęście była przy mnie Karolina, która zawsze mnie wspiera.


Kilka dni później...

~z punktu widzenia Agaty...

Minęło kilka dni. Moje myśli się uspokoiły. Zaczynam bardziej myśleć o przygotowaniach do ślubu niż o Michale. Zaczyna mi być coraz łatwiej. Michała nie widziałam, on nawet nie dzwonił i nie pisał. Może postanowił o mnie zapomnieć? Teraz to już nie jest moja sprawa. Niedługo wychodzę za mąż i muszę się skupić na przygotowaniach. Dzisiaj byłam umówiona z Karoliną w salonie sukien ślubnych. Trzeba było się już powoli rozglądać za suknią. Przyznam szczerze, że nie mogłam się doczekać, kiedy zacznę je wszystkie przymierzać. Gdy doszłam od razu zobaczyłam Karolinę. Podeszłam do niej z dużym uśmiechem na twarzy.
  • No cześć mała – powiedziała Karolina.
  • Cześć, cześć – powiedziałam z dużym uśmiechem na twarzy.
  • Jaka ty dziś szczęśliwa – zaśmiała się.
Po chwili weszłyśmy do środka. Zaczęłam się rozglądać po całym salonie. Było tu tyle sukni, że nie mogłam się zdecydować, którą bym chciała.
  • Co powiesz na te ? - Karolina pokazała mi kilka, bardzo pięknych sukni ślubnych.
  • Wow, śliczne są – spojrzałam na nie zafascynowana.
  • To teraz idź je przymierzyć – podała mi suknie i popchała w stronę przymierzalni.
Karolina dalej oglądała suknie i słuchała co mówi ekspedientka. W tym czasie ja ubrałam pierwszą suknię ślubną, którą wybrała dla mnie Karolina. Włosy spięte w koczek, rozpusciłam. Spojrzałam na siebie w lustrze. Wyglądałam pięknie. Wyszłam z przymierzalni i pokazałam się Karolinie.
  • Wyglądasz przepięknie – powiedziała Karolina podchodząc do mnie.
  • Wiem, ona jest śliczna – uśmiechnęłam się.
  • Musisz ją kupić, mówię ci – poprawiła mi włosy.
  • No nie wiem, tu jest dużo sukni, może jeszcze warto przymierzyć inne?
  • Masz rację, ale jak żadnej lepszej nie będzie to bierzesz tę.
  • Dobrze obiecuję – zaśmiałam się.
Zrobiłam obrót w sukni ślubnej i przejrzałam się w lustrze. Odwróciłam się do Karoliny z uśmiechem. W pewnym momencie w oknie salonu zobaczyłam Michała. Aż mnie coś ukuło w sercu. Wpatrywał się we mnie z tą jego miłością w oczach. Myślałam, że o mnie zapomniał. Karolina zobaczyła moje zakłopotanie i spojrzała tam gdzie ja. Widać było, że jest trochę zła i szybko wyszła.


~z punktu widzenia Karoliny...

W salonie było bardzo dużo pięknych sukni. Wybrałam kilka sukni dla Agi i dałam jej. Gdy wyszła z przymierzalni w jednej z sukni, aż mnie i ekspedientce odjęło mowę. Agata wyglądała fantastycznie. W pewnym momencie zobaczyłam na jej twarzy zakłopotanie. Spojrzałam w to samo miejsce, gdzie ona patrzy. W oknie zobaczyłam Michała jak przygląda się Adze. Dla mnie to już było przegięcie. Czy ten facet nie może wreszcie odpuścić i zostawić moją przyjaciółkę w świętym spokoju. Zderwowana wyszłam do niego.
  • A co ty tu robisz ? - krzyknęłam w jego kierunku.
  • Przechodziłem i akurat zobaczyłem was tutaj.
  • Przypadkiem tak?
  • Tak, przypadkiem. Aga wygląda przepięknie.
  • Wiem o tym. Skoro już się napatrzyłeś to chyba możesz iść?
  • Karola, ja wiem, że ty mnie nie lubisz. Zrozum to, że przez te wszystkie lata ja o niej myślałam i kocham ją ciągle. Nie wiem co mi odbiło i założyłem rodzinę z inną kobietą. Najwidoczniej byłem skończonym kretynem, a Dagmara miała mi zmazać w pamięci to co się stało tutaj 3 lata temu. Jednak nie potrafię zapomnieć. Popełniłem błąd wiem o tym, ale Agata była, jest i będzie dla mnie najważniejsza. Nie bądź już na mnie zła.
Słuchałam go bardzo uważnie. To co mi teraz powiedział...to było naprawdę pięknie. W jego oczach było widać tę miłość do Agaty. Ile można się na niego gniewać? To był kiedyś mój przyjaciel, ale chyba i tak już zawsze nim pozostanie. Może czas mu wybaczyć.
  • Dobra, może i masz rację. Gniewałam się na Ciebie przez tyle lat, ale teraz jak mi to wszystko powiedziałeś już chyba nie mogę. Widzę jak ty ją kochasz i że zależy ci na niej. Odpuszczę ci już to wszystko.
  • Dziękuje, naprawdę – po raz pierwszy od trzech lat się do mnie uśmiechnął.
  • Tylko powiedz mi co zamierzasz teraz zrobić? Przecież ona niedługo wychodzi za mąż.
  • Nie mam pojęcia co mam zrobić. Zależy mi bardzo na niej, ale w tym momencie naprawdę nie wiem co robić. Nie chce jej psuć życia z nim, ale ja ją kocham.
  • No kiepska sytuacja. Tylko, że ona też cię kocha to widać. Wystarczy spojrzeć na nią. Ona jest teraz zagubiona. Nie wie co robić, a ja już nie wiem jak mam jej pomóc.
  • Może ja powinienem zniknąć z jej życia na zawsze?
  • Uważam, że to nie jest dobry pomysł. Ona przecież i tak już o tobie nie zapomni, a jak znikniesz z jej życia to ona zacznie przeżywać to jak 3 lata temu. Tego chyba nie chcesz.
  • Oczywiście, że nie chcę.
  • Moim zdaniem powinniście szczerze o tym porozmawiać i wspólnie coś ustalić.
  • Chyba masz rację. To ja się do niej odezwę.
  • Może wejdziesz do środka co?
  • Nie wiem czy to jest dobry pomysł. Powiedz jej, że zadzwonię potem i że wygląda pięknie w tej sukni – powiedział puszczając oczko.
  • Spoko, nie ma sprawy – zaśmiałam się i wróciłam do Agaty.
Moja przyjaciółka siedziała przed lustrem i patrzyła w swoje spływające łzy po policzkach. Zrobiło mi się jej tak bardzo szkoda. Przez ten czas jak ona była zagubiona, bardzo zakochana w Michale ja próbowałam jej tłuc do głowy, że nie może z nim być bo jest z Facundo. Tak naprawdę to ja jej chyba nie pomogłam. Zrobiło mi się bardzo głupio. Ona potrzebowała mojej pomocy, a tak naprawdę ja nic dla niej nie zrobiłam. Usiadłam obok niej i przytuliłam ją mocno.
  • Przepraszam Cię – powiedziałam.
  • Za co ty mnie przepraszasz ? - spojrzała na mnie z łzami w oczach.
  • Za to, że jak potrzebowałaś mojej pomocy i byłaś mocno zagubiona ja kazałam ci o nim zapomnieć i być z Facundo. Tak się nie da i teraz się o tym przekonałam. Jak pogadałam teraz z Michałem i usłyszałam co mi powiedział, to ja nie mogę wam zabronić się kochać. W końcu ty jesteś jego miłością a on twoją i nie mogę wam tego zabronić. Tylko, że ja chciałam dobrze. Bardzo cię przepraszam.
  • Karola, rozumiem cię. Starałam się robić tak jak mi mówiłaś, ale rzeczywiście się nie da. Jednak też coś trzyma mnie przy Facundo.
  • Powiedziałam Michałowi, żebyście się dzisiaj spotkali.
  • Nie wiem czy to dobry pomysł.
  • To jest dobry pomysł. Musicie pogadać, wszystko wyjaśnić i coś ustalić. Powiedział, że do ciebie zadzwoni. A i mam ci przekazać, że pięknie ci w tej sukni – puściłam jej oczko.
Ona się tylko zaśmiała. Miałam nadzieję, że teraz już się coś ułoży w jej życiu. Zasługiwała na to.


~ z punktu widzenia Michała...

Właśnie spacerowałem sobie po mieście. Przechodziłem obok salonu sukien ślubnych i zobaczyłem tam Agatę. Wyglądała prześlicznie. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Szkoda, że ta suknia nie miała być na nasz ślub. Kiedy zobaczyła nas Karolina trochę się wystraszyłem. Nie wiedziałem czego się po niej spodziewać. Gdy wyszła i na początku się wydarła na mnie wiedziałem, że muszę jej wszystko wyjaśnić. Powiedziałem jej wszystko co miałem, a ona mi wybaczyła. Oboje doszliśmy do wniosku, że powinienem spotkać się wieczorem z Agatą. Około 17 zadzwoniłem do niej. Po 3 sygnałach ona odebrała telefon.
  • Tak? - usłyszałem jej ciepły głos.
  • Aga, możemy się spotkać?
  • Hm...no możemy.
  • To czekam na ciebie o 18 w tej kawiarni przy hali.
  • Dobrze – powiedziała i rozłączyła się.
Trochę zaczynałem się martwić jak wyjdzie to spotkanie. Jeśli nie wyjdzie po mojej myśli? Że ona mnie odrzuci i nie będzie chciała mnie już nigdy widzieć? Chociaż z drugiej strony...ona taka nie jest. Przecież nawet Karolina widziała w jej oczach tę miłość, jak na mnie patrzy.
O 17:50 byłem już w kawiarni i czekałem na nią cierpliwie. Cieszyłem się, że znowu ją zobacze. Nie widzieliśmy się w końcu przez parę dni. W końcu weszła do kawiarni. Wstałem z miejsca, żeby mogła mnie zobaczyć. Podeszła do mnie. Widziałem, że jest troche zdenerwowana.
  • Usiądź – uśmiechnąłem się ciepło i pokazałem jej miejsce.
Ona bez słowa zajęła miejsce i spojrzała na swoje dłonie.
  • Aga musimy pogadać – złapałem ją za dłoń.
O dziwo nie zabrała swojej dłoni tylko spojrzała na mnie swoimi smutnymi oczami. Widziałem jaka jest zagubiona. To chyba było po części przeze mnie.
  • Chyba masz rację – odezwała się w końcu i spojrzała na mnie.
  • Wiem, że niedługo wychodzisz za mąż, ale muszę ci coś powiedzieć.
  • Ja też ci coś muszę powiedzieć.
  • To mów pierwsza.
  • Nie, ty zacznij.
  • Dobrze jak chcesz. No więc...Kocham Cię Aga. Wiem, że masz neidługo ten ślub z tym swoim, ale ja nie potrafię tak siedzieć i patrzeć jak ty cierpisz. Widzę, że tak naprawdę nie chcesz tego ślubu. Jak za niego wyjdziesz będziesz nieszczęśliwa tak samo jak ja. Każdego dnia żałuję, że wzięłm ślub, a ciebie tutaj zostawiłem. Ty nie możesz wyjść za Facundo, bo wiem, że nie kochasz go tak bardzo jak mnie. Odejdź od niego, proszę cię. Możemy zacząć wszystko od nowa. Tylko daj mi tę drugą szansę. Obiecuję, że tym razem cię już nie zostawię.
  • Michał...
  • Proszę cię daj mi tę szansę – spojrzałem jej w oczy trzymając jej dłoń.
  • Nie Michał, ja nie mogą – do jej oczu napłynęły jej łzy.
  • Przecież ja widzę, że tego nie chcesz. Aga proszę cię.
  • Naprawdę nie mogę. Ja wychodzę za mąż i będę układać sobie życie na nowo. Owszem kocham Cię, ale ja mogę. Spędziłam z tobą cudowne chwile, ale ty masz już rodzinę ja za miesiąc zakładam swoją i nam się nie uda zrozum – łza spłynęła po jej policzku.
  • Nie rób mi tego proszę cię – wstałem z miejsca, kiedy ona to zrobiła.
  • Wybacz mi, ale nie mamy innego wyjścia. Naprawdę dziękuje za te chwile razem za tą miłość, którą mi dałeś, ale musimy to wszystko zakończyć – podeszła do mnie i pocałowała mnie czule, a następnie oparła czoło o moje i przymknęła oczy. Po jej policzkach spłynęło więcej łez.
  • Ale ty tego nie chcesz – ująłem jej twarz w dłonie i wytarłem jej łzy. Spojrzałem jej w oczy.
  • Nie chcę, oczywiście, że nie chcę, ale muszę. Nam nie wyjdzie – mówiła patrząc mi w oczy.
  • Wyjdzie nam zobaczysz, tylko daj mi tę szansę.
  • Nie mogę – pocałowała mnie ostatni raz – kocham cię i wiem, że bardziej szczęśliwy będziesz ze swoją żoną. Cześć – powiedziała i wyszła z kawiarni.
Zostawiła mnie tam samego i załamanego. Wiedziałem, że ona tego nie chce. Za bardzo mnie kocha. Teraz wiedziałem, że muszę o nią bardziej zawalczyć. Nie zostawię jej tak łatwo. Jak ona wyjdzie za niego to będzie nieszczęśliwa i nie mogę dopuścić. Zawalczę o nią choćby nie wiem co miałoby się stać.


I macie upragniony rozdział. Miał być wczoraj, ale nie miałam weny, a teraz tak mnie natknęło coś. Mam nadzieję, że jest ciekawie, że czytacie i cierpliwie czekacie. Do środy na razie siedzę w domu, bo mam nogę w gipsie. Taaa...skręciłam kostkę na treningu, ale daję radę. Może niedługo znowu mnie natknie i napiszę kolejny rozdział. Póki co macie ten i liczę na chociaż kilka komentarzy na dole. Naprawdę jak ktoś pisze je, to jest mi ogromnie miło i wiem, że jest dla kogo pisać. To daje dużą motywacje do myślenia. No i jak wiemy ostatnio zaczęła się szkoła i znowu ta szara rzeczywistość. ;p Szkoda, że nasze Polki nie poradziły sobie na ME, wierzę natomiast, że nasi chłopcy poradzą sobie o wiele lepiej i wywalczą dla nas jakiś medal. Będę trzymać za nich mocno kciuki :D Póki co pozdrawiam was i czekam na jakieś komentarze ♥ no i miłego czytania wam życzę. ; > 



wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział 7

~ z punktu widzenia Agaty...

Siedziałam w kawiarni z Karoliną. Szczerze rozmawiałyśmy, a ja co jakiś czas płakałam. Wiedziałam, że Karolina chce mi bardzo pomóc.
  • To co ja mam teraz robić? - spojrzałam na nią zapłakana.
  • No cóż...przede wszystkim powinnaś jak najszybciej zakończyć romans z Michałem. - wyciągnęła paczkę chusteczek i mi podała.
  • Ale, ja go kocham i jakoś nie potrafię. - Westchnęłam.
  • Agata on dopiero co niedawno wrócił, faktycznie był kiedyś twoją wielką miłością, ale przecież jak poznałaś Facundo wszystko się zmieniło.
  • No niby tak, ale jak zobaczyłam wtedy Michała, to te wszystkie uczucia do mnie wróciły rozumiesz?
  • Dobra, ale no on ma przecież żonę. Jakby cię wtedy tak kochał to by nie wyjechał, nie zostawił cię i nie układał sobie życia z kimś innym.
  • Może masz rację...tylko, że specjalnie nie chce mi się wierzyć w to, że mnie nie kochał ani że nie kocha mnie teraz. Jakbyś tylko widziała jak on na mnie patrzy.
  • Nie wiem jak na ciebie patrzy, ale też nie możesz mu się tak dawać.
Karolina miała rację, zdawałam sobie z tego sprawę. Ja kochałam Facundo, tylko że z kolei Michał też nie był mi obojętny. Miałam chyba nadzieję, że jak Facundo wróci, to wszystko wróci do normy.

~ z punktu widzenia Michała...

Agata wyszła spotkać się z Karoliną. Nie ukrywam, że zaczęło mi jej brakować. Ta noc, którą spędziłem razem z nią była naprawdę cudowna. Nie umiem zapomnieć o niej. Wdarła się w moje myśli i tylko o niej myślałem. O nikim innym, nawet o mojej żonie. Właśnie... moja żona. Wydzwania do mnie codziennie po kilka razy. Jakoś nie mam specjalnej ochoty z nią rozmawiać, a za każdym razem jak dzwoni mój telefon myślę, że to Agata. W końcu postanowiłem odebrać od niej telefon, bo w końcu mogłaby zacząć coś podejrzewać.
  • Cześć, kochanie – powiedziała wesoła.
  • Cześć.
  • Czemu nie odbierasz? Zaczęłam się martwić.
  • A wiesz, załatwiam tu ciągle wszystko, wieczorem spotykam się z kumplami – skłamałem.
  • No dobrze, tęsknimy za tobą wiesz?
  • Wiem. A co u małego?
  • Tęskni bardzo, chcesz go do telefonu?
  • Pewnie, ze tak.
  • Cesc tato – usłyszałem głos mojego synka. Tęskniłem za nim bardzo.
  • Cześć synku, co u ciebie słychać?
  • Wsystko dobzie, ale tęśknię zia tobom.
  • Ja za tobą też, ale już niedługo przyjadę do domku i znowu będziemy się bawić
  • Dobla, to cekam na ciebie.
  • Dobrze, do zobaczenia, kocham cię.
  • Ja cebie tes.
Rozłączyłem się. Tak bardzo brakowało mi synka...

Kilka dni później...
~ z punktu widzenia Agaty..

Facundo wrócił do domu. Myślałam, że wszystko się ułoży. Jednak nie mogę zapomnieć o Michale. Tamta noc chyba nie miała prawa się wydarzyć. Jednak się stało. Nie powiem o tym Facundo, nie umiem. Może lepiej, żeby o tym nie wiedział. Dzisiaj zaprosił mnie na romantyczną kolację. Nie mogłam się doczekać. Na pewno będzie cudownie. Dochodziła 19. Byłam już gotowa. Ubrałam czerwoną sukienkę trochę nad kolana i do tego czarne szpilki. Pomalowałam się i zakręciłam lekko włosy. Facundo założył swój najlepszy garnitur. Wyszliśmy z domu i pojechaliśmy do restauracji. Gdy dojechaliśmy na miejsce dochodziła 19:30. Weszliśmy do środka, a kelner zaprowadził nas do stolika. Przychodziliśmy tu dosyć często. Tutaj po raz pierwszy byliśmy na randce i tutaj też później Facundo powiedział, że chce ze mną być i że mnie kocha. Pamiętam to. Cudowny dzień. Teraz siedziliśmy trzymając się za ręce i jedliśmy kolację przy świecach. Było naprawdę pięknie. W oddali cicho grała muzyka. Rozmawialiśmy jak dawniej, jak za pierwszym razem. Piliśmy wino i śmialiśmy się. Kiedy zjedliśmy Facundo wstał od stołu. Byłam ciekawa co on chce zrobić. Spojrzałam na niego a on podszedł do mnie.
  • Kochanie, znamy się już długo, mieszkamy razem, kocham cię – mówił patrząc prosto w oczy.
  • Ja Ciebie też kocham – uśmiechnęłam się.
  • Dlatego, chciałbym cię o coś zapytać – powiedział i klęknął przede mną. Byłam zaskoczona. Zanim jeszcze coś powiedział łzy napłynęly mi do oczu.
  • Wyjdziesz za mnie ? - wyjął małe pudełeczko i otworzył je. W środku był mały pierścionek.
W tym momencie łzy poleciały mi po policzkach. Nie wiedziałam co powiedzieć. Wszyscy na nas patrzyli.
  • Tak, wyjdę – uśmiechnęłam się przez łzy. Facundo założył mi pierścionek, a następnie czule pocałował.
Miałam nadzieję, że teraz wszystko jakoś się wyjaśni, że zapomnę o Michale i sama założę rodzinę tak jak on. Jednak nie mogła wyjść mi z głowy nasza wspólna noc. Starałam się zapomnieć, ale nie mogłam.
Po miłym wieczorze wróciliśmy do domu. Spędziliśmy cudowną noc razem. Obudziłam się rano. Facundo tulił mnie do siebie. Uśmiechnęłam się. Wstałam powoli i narzuciłam coś na moje nagie ciało. Zeszłam na dół i od razu zadzwoniłam do Karoliny.
  • No cześć, mała. Co jest? - uśmiechnęłam się gdy usłyszałam jej głos.
  • Zaręczyłam się.
  • Naprawdę? Facundo ci się oświadczył?
  • Tak.
  • No to gratuluję – powiedziała ucieszona.
  • Dziękuje, niedługo będziesz mi pomagała wybierać suknię – zaśmiałam się.
  • Ależ oczywiście – zaśmiała się – widzę, że zmądrzałaś i wzięłaś do siebie moje słowa.
  • Chyba tak – westchnęłam
  • Aga...chyba się nie wahasz co?
  • Nie, skądże. Mam nadzieję, że teraz się wszystko ułoży.
  • Też mam nadzieję. Dobra, mała, ja kończę, bo jestem umówiona z moim chłopakiem.
  • Dobra, to do zobaczenia – rozłączyłam się.
Zrobiłam szybko śniadanie dla Facudno, a następnie umyłam się szybko. Ubrałam się i uczesałam. Wzięłam torebkę i wyszłam z domu do sklepu. Musiałam zrobić zakupy.
Po 10 minutach weszłam do supermarketu. Wzięłam koszyk i zaczęłam chodzić od pułki do pułki. Nagle ktoś podszedł i objął mnie od tyłu. Trochę się wystraszyłam.
  • Nie bój się to tylko ja – szepnął mi do ucha.
Poznałam ten głos i zapach perfum. To był Michał. Znowu zrobiło mi się gorąco. Przymknęłam oczy. Miałam nadzieję, że go nie spotkam.
  • Michał co ty tu robisz ? - spojrzałam na niego.
  • Zdaje się, że to co ty, czyli zakupy – zaśmiał się.
  • No tak, głupie pytanie – uśmiechnęłam się.
Wróciłam do robienia zakupów. Gdy wszystko co potrzebne wrzuciłam do koszyka, zapłaciłam przy kasie i wyszłam z siatką ze sklepu. Nie miałam dużo zakupów. W pewnym momencie, ze mojemu krokowi dorównał Michał.
  • Poczekaj, odprowadzę cię – uśmiechnął się do mnie.
  • Nie wiem czy to dobry pomysł – spojrzałam na niego.
  • A ja myślę, że dobry – zaśmiał się.
Podniosłam dłoń, na której miałam pierścionek i odgarnęłam włosy do tyłu. Michał najwyraźniej to zauważył, bo zatrzymał się przede mną.
  • Zaręczyłaś się ? - wziął moją dłoń i patrzył na pierścionek
  • Tak, wczoraj – spojrzałam na niego.
  • Chwila, po tym wszystkim co między nami było, ty się zaręczyłaś?
  • Jak widzisz tak.
  • Aga, ale ja Cię kocham. Myślałem, że odejdziesz od niego i będziesz ze mną!! - krzyknął.
  • Nie krzycz, jesteś wśród ludzi, którzy myślą, że żyjesz sobie szczęśliwie z Dagmarą. Ty masz swoją rodzinę i chyba tego się powinieneś trzymać. Ja też chcę sobie ułożyć życie – powiedziałam z łzami w oczach.
  • Ale ja chciałem od niej odejść dla ciebie – spojrzał prosto w moje oczy.
  • Michał zrozum..to chyba nie ma sensu.
  • Miałoby sens, jesteśmy dla siebie stworzeni, ale skoro wybrałaś inne życie nie wcinam się, cześć – powiedział i odszedł.
Zrobiło mi się trochę przykro. Nie tak wyobrażałam sobie tę sytuację. Myślałam, że zrozumie, ale tak byłoby lepiej. On zostanie przy swojej rodzinie i będzie żył szczęśliwie. Ja założę swoją rodzinę i z czasem zapomnimy o sobie. A tamta noc? Ona nie powinna się wydarzyć.

~ z punktu widzenia Michała...

Właśnie dowiedziałem się, że Aga się zaręczyła. To teraz moje życie kompletnie się rozwaliło. Dagmary nie kochałem tylko Agatę. Ona jednak się zaręczyła i co teraz? Bez sensu o nią walczyć. Widać, że nie zmieni decyzji. Wiem jedno. Kocham ją i nie przestanę. Widzę też to w jej oczach. Mam wrażenie, że ona zaręczając się z nim próbuje zapomnieć o tym co się wydarzyło między nami. Wiem, że jej się to nie uda. Jak się jest naprawdę zakochanym, nie da się o drugiej osobie zapomnieć i o tym przez co razem przeszło. Może jednak powinienem o nią walczyć? Może kiedyś...Teraz nie byłem w stanie. Byłem w szoku i nie wiedziałem co zrobić. Poszedłem do baru i zamówiłem kolejkę. Piłem jedno po drugim. Myślałem ciągle o niej, nie umiem o niej zapomnieć, po prostu nie umiem. Teraz żałowałem, że 3 lata temu odpuściłem, że ją tu zostawiłem. Gdybym tego nie zrobił, teraz to może ona byłaby moją żoną a nie Dagmara i to z nią miałbym teraz dziecko. Wiedziałem, że spieprzyłem sprawę i chyba sobie tego nie daruję.



No i macie kolejny upragniony rozdział, o który tak mnie wszyscy prosili :D Przez długi czas nie wiedziałam co napisać, ale nagle mnie natchnęło :D Mam nadzieję że wam się podoba i kilka komentarzy będzie na dole. Chciałam wam podziękować, ze mimo wszystko czytacie tego bloga. Mam nadzieje, ze będzie was tylko więcej i że podoba wam się to co tu piszę. Za tydzień już szkoła, więc pewnie będę jeszcze rzadziej pisać, a jak już to tylko w weekendy. Będę się starała w miarę często pisać, ale wiadomo jak to jest. Szkoła, nauka... no cóż, jeszcze cieszmy się ostatnim tygodniem wakacji :D Pozdrawiam was : >