piątek, 27 grudnia 2013
Rozdział 11
~ z punktu widzenia Agaty...
O raaaaju, jakie te ubranka są śliczne, takie małe, różowe, niebieskie, ooooo i jeszcze buciki i smoczki. Nigdy nie sądziłam, ze fakt samotnego macierzyństwa aż tak mnie będzie cieszył, ale właśnie chwila! Przecież Grzesiek miał tu być 10 minut temu… super olał mnie.
-Jakie olał, jakie olał ? – Usłyszała Agata za swoich pleców.
-No ile można ? – Zapytała oburzona i przytuliła się do przyjaciela.
-Bo ja muszę się ciebie poradzić, nie wiem co robić.- odpowiedział wprost drapiąc się po głowie. A przyszła mama od razu badawczo przyjrzała się wielkoludowi.
-Co się stało ?
-Bo wiesz … Gośka jest w ciąży… ze mną … będę ojcem … ale jak ja ojcem ? Jak ja o siebie zadbać nie umiem ? – zapytał z lekkim przerażeniem, a Agata z nieukrywaną radością rzuciła mu się na szyję.
-Gratulacje ! To cudownie ! Moje maleństwo, będzie się miało z kim bawić, tak się ciesze, naprawdę
-Agata, ty serio do końca ciąży nie chcesz wiedzieć czy to on czy ona ? Ja bym chyba nie wytrzymał, nie wyobrażam sobie co by było gdyby Gośka nie chciała wiedzieć. Chyba bym umarł przez te 9 miesięcy.
-Aaaa widzisz, bo ja przynajmniej będę miała niespodziankę – odpowiedziała jakże błyskotliwie.
Ten czas który tutaj spędziłam, pozwolił mi wrócić do świata „żywych”. Michał co prawda dalej gdzieś siedział w mojej głowie, w końcu był ojcem mojego dziecka … Matko jaka ja byłam głupia, ze się w nim zakochałam, chyba nigdy sobie tego nie wybaczę, ale nie rozdrapujmy ran, pora wracać . Grześ pomógł mi zapakować wszystko do samochodu a już za kilka godzin byłam w Bełchatowie, po rozpakowaniu z grubsza toreb postanowiłam pójść po coś do sklepu, no w końcu lodówka sama się nie zapełni. Przyodziana w strój zimowy, przechodziłam przez ulice tego pięknego miasteczka aż wreszcie pod supermarketem zamarłam … Zobaczyłam Michała z żoną i synem i … kimś jeszcze kto jeszcze smacznie sobie spoczywał w brzuchu jego żony, wyglądało mniej więcej ze była w podobnym miesiącu co ja .
-To idiota… zrobił dziecko mnie i swojej żonie – powiedziałam sobie w myślach ale nic musiałam podejść, tym bardziej, że jego żona mnie kojarzyła .
-Agata ? – zapytała szeroko się uśmiechając. A Michał aż zesztywniał na mój widok.
-Heej, rodzina w komplecie … - popatrzyłam dość wymownie na Michała, a po chwili szeroko uśmiechnęłam się do jego zony pytając – który miesiąc ?
Ona zaś z szerokim uśmiechem na ustach odpowiedziała:
-Końcówka 6 miesiąca …
-To tak jak ja – odpowiedziałam z uśmiechem. Właściwie to można powiedzieć, ze widząc mnie w tej kurtce ciężko było stwierdzić że jestem w ciąży, wyglądałam bardzo szczupło jak na końcówkę 6 miesiąca
-Naprawdę ? Przepraszam, nie zauważyłam, ale wyglądasz fenomenalnie !! – stwierdziła radośnie.
-Bardzo was przepraszam, ale dopiero wróciłam, chciałam zrobić jakieś zakupy, pójdę już, życzę wam szczęśliwego rozwiązania , trzymajcie się. – powiedziałam i właściwie … cholera jego widok w ogóle nie wzbudził we mnie żadnej reakcji … Michał to już przeszłość – powiedziałam sobie w myślach i uśmiechnięta ruszyłam miedzy alejki sklepowe.
~ z punktu widzenia Michała...
Postanowiłem wrócić do Bełchatowa na stałe. Podpisałem znowu kontrakt ze skrą. Sprowadziłem swoja rodzinę tutaj. Od 6 miesięcy nie widziałem Agaty. Zachowałem się wtedy jak skończony debil. Zdarza mi się jeszcze o niej myśleć, tym bardziej, ze mam świadomość, że nosi pod sercem nasze dziecko. Mam nadzieję, ze chociaż będę mógł je widywać. Pewnie są małe szanse na to, bo Agata nie odbiera ani nie odpowiada na moje telefony i smsy. Właśnie robiłem zakupy z żoną. Z nią także spodziewałem się kolejnego dziecka. W pewnym momencie zobaczyłem Agatę w sklepie. Byłem w totalnym szoku. Tyle jej nie widziałem i nagle przypadkiem spotykam ją w sklepie. Błagałem tylko, żeby nie doszło do spotkania między nią a moją żoną. Niestety jednak się na siebie natknęły. Zaczęły rozmawiać o swoich ciążach. Ja tylko stałem i patrzyłem na nie. Bałem się, ze wszystko się wyda, a tego nie chce. Całe szczęście, że szybko się pożegnały. Spojrzałem jeszcze za Agatą po czym wróciłem z żoną do kolejnych zakupów.
-Nie wiedziałam, że Aga jest w ciaży - powiedziala moja żona.
- Ja też nie.- skłamałem.
- Ale świetnie wygląda.
- Tak, tak. Idziemy już do kasy?
- Chyba tak.
Poszedlem szybko do kasy. Chciałem jak najszybciej stąd wyjść. Jakoś ciężko mi rozmawiać z żoną na temat ciąży Agaty.
Po jakichś 20 minutach byłem w domu z rodziną. Żona gotowała nam obiad. Ja jednak nie mogłem zapomnieć o spotkaniu z Agatą w sklepie. W takim razie ona tu wróciła. Znowu tu mieszka i będę ją musiał co jakiś czas spotykać. A więc znowu problem. Chyba muszę się z nią spotkać i wyjaśnić parę spraw. Tak. Na pewno muszę to zrobić.
- Kochanie ja wychodzę, wrócę tak za godzinę lub dwie.
- Ale gdzie ty idziesz? Zaraz obiad.
- Muszę coś załatwić.Wrócę niebawem. - uśmiechnąłem się i pocałowałem żonę. Wziąłem kurtkę i wyszedłem z domu kierując się do Agi. Po drodze ubrałem kurtkę. Gdy byłem na miejscu spojrzałem na jej dom. Niewielki biały dom, ale bardzo przytulny. Na początku chciałem stchórzyć, ale trzeba jakoś załatwić sprawy z dzieckiem. Podszedłem do drzwi i zapukałem.
~ z punktu widzenia Agaty...
Po zakupach od razu wróciłam do domu. Rozpakowałam zakupy a następnie przebrałam się w ubranie po domu. Założyłam czarne leginsy, białą koszulkę na ramiączkach i w niebieską koszulę w kratkę. Ubrałam ciepłe skarpetki i zabrałam się za rozpakowanie rzeczy. Co jakiś czas czułam ruchy swojego dziecka w brzuchu. Usmiechałam sie tylko, bo było to bardzo przyjemne. Pogłaskałam swój brzuch i ogarniałam dalej rzeczy. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Zdziwiłam się, bo nie byłam z nikim umówiona. Odgarnełam włosy do tyłu i poszłam je otworzyć. Kiedy je otworzyłam byłam w szoku.
- Michał? A co ty tu robisz?
- Musimy pogadać. Mogę wejść?
- Chyba nie mamy o czym rozmawiać co?
- No raczej mamy. Jakbyś zapomniała, to nosisz moje dziecko.
- I co w związku z tym?
- Musimy pogadać.
- No dobra wejdź - westchnęłam i wpuściłam go do środka.
Michał wszedł do środka i zdjął kurtkę. Patrzyłam na niego trzymając rękę na plecach.
- Chodź dalej - powiedziałam i poszam do salonu.- Napijesz się czegoś?
- Nie dzięki, ja tylko na chwilę.
- To słucham. Co chcesz?
- No więc...jesteś w ciąży...ze mną..i...czuję się za to odpowiedzialny.
- Oo proszę. Nowość widzę.
- Agata mówię serio. Będę płacić alimenty, tylko powiedz ile chcesz.
- Kasa? Nie chce twojej kasy. Zajmij się swoją rodziną, poradzę sobie bez twoich pieniędzy wiesz?
- Będę mógł chociaż widywać dziecko?
- Nie wiem. Muszę pomyśleć nad tym. Coś jeszcze ?
- Nie...tyle co chciałem. Przemyśl to jeszcze.
- Dobra.
- To ja już pójdę. Cześć - powiedział patrząc na mnie.
- Pa. - powiedziałam i odprowadziłam go do wyjścia.
Kiedy wyszedł oparłam się o drzwi. Co on sobie myśli? Teraz będzie do mnie przychodził i myślał, że alimenty wszystko załatwią? O nie..Ja sobie tam świetnie sama radę. Bez jego pomocy ani jego pieniędzy. Trochę mnie zdenerwował tym, że tu przyszedł. Chyba muszę zadzwonić do Grześka i powiedzieć mu co się stało. On przynajmniej mnie zawsze wysłucha.
Wiem, że mnie dawno nie było i przepraszam, ale ten rok mam ciężki , oczywiście rok szkolny. Mało czasu znajduje żeby tu wejść. Ale teraz jest wolne i postanowiłam coś dodać. ; > Mam nadzieję, ze się podoba i przeczytam kilka komentarzy na dole. Piszcie szczerze, zniosę każdą krytykę. Nie będę wam życzyć wesołych świąt, bo to już trochę za późno, ale życzę wam SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO 2014 ROKU !!! Ja teraz wracam do łózka, bo mam zapalenie gardła, kaszle tylko i katar mam i ledwie żyję. Do zobaczenia w kolejnym rozdziale. Pozdrawiam was !!;*
Ps. Jasiek pozdrawiam cię xD
niedziela, 20 października 2013
Rozdział 10 cz.2
Ten dzień był wyjątkowo zły, wszystko co mogło się spieprzyć już się spieprzyło.
Trening nie wyszedł, woda pękła zalewając mieszkanie sąsiada, samochód odmówił posłuszeństwa, pies się na mnie wypiął, brakowało tylko tego, żeby w rowerze pękła opona. A właśnie rower, mój ulubiony środek lokomocji, chyba nie wyobrażam sobie innego w takie właśnie dni, samotne podróże przez miasto to chyba coś najbardziej odprężającego człowieka. No i kurna stało się, i z rowerem nie wyszło, wprost pod moje opony weszła dziewczyna, a siła roweru i mojej bądź co bądź sporej objętości powaliła ją na ziemię. Kiedy tylko zeskoczyłem z roweru pognałem do dziewczyny w celu sprawdzenia czy wszystko z nią w porządku.
-Ej wszystko okej ? weszłaś mi prosto pod kółka, powinnaś bardziej uważać… o cholera…
Powiedziałem kiedy tylko zobaczyłem spływającą po jej czole krew.
~ Z punktu widzenia Agaty...
Po pierwszym wstrząsie po powaleniu na ziemię pierwsze co przyszło mi do głowy to mój maluszek, którego już pokochałam.
-Boże moje dziecko, ja jestem w ciąży, ratuj moje dziecko.
Dodałam kiedy, mężczyzna zaczął wycierać moje czoło chusteczką jednocześnie dzwoniąc po pogotowie, które na miejscu było wyjątkowo szybko. Mimo moich próśb o to, żeby mnie nie brali, lekarz nie zgodził się, stwierdził, że dobrze zrobić badanie chociażby ze względu na dziecko. A tajemniczy mężczyzna jeszcze długo mnie przepraszał chyba właściwie do chwili w której nie zamknęli drzwi karetki.
~ Z punktu widzenia tajemniczego...
Myślałem że ją zabije, cholera ja siebie zabije najpierw ! Ale jak ona łazi, w ciąży i chodzi jak po 0,7, no cholera, jeszcze tego brakowało żebym kogoś uśmiercił. Ale nic musiałem wrócić do domu, tam po szybkim prysznicu u sąsiada (zepsuta rura u mnie) nie mogłem sobie znaleźć miejsca, kuchnia zbyt mała, sypialnia zbyt jasna, salon za duży, zabrałem sweter i poleciałem do szpitala tam oczywiście rutynowe pytanie.
-Pan jest mężem pacjentki ? bądź kimś z rodziny ?
Pomyślicie pewnie skąd wiem jak się nazywa ta niewiasta ? A no słyszałem jak mówiła lekarzom jak się nazywa .. Agata Dobrzańska . Nie wiele myśląc powiedziałem w stronę pielęgniarki.
-Eee tak, chłopakiem, jest w ciąży, proszę mnie do niej wpuścić, błagam.
Hah musiałem być przekonujący, bo już po chwili szedłem korytarzem z pielęgniarką, która najpierw weszła do sali w której chyba była ta dziewczyna.
~ Z punktu widzenia Agaty...
Pielęgniarka wchodząca do Sali uśmiechnęła się szeroko do mnie, a po chwili powiedziała.
-Pani chłopak już jest, już go wpuszczam.
Jak się zdziwiłam, Michał ? Facundo ? Przecież żadne z nich by tak szybko tutaj nie dojechało, a więc kto ? Po chwili już wiedziałam, to mój niedoszły zabójca. Wszedł z kwiatkami i sokiem do sali. Jego uśmiech był tak rozbrajający że od razu wybaczyłam to kłamstwo dotyczące naszej znajomości, podszedł do mojego łóżka pytając.
-Jak dziecko ? Ja przepraszam, wpadłaś mi pod koła, to dla Ciebie, sok i kwiatki, tak żeby ci miło było.
-Z dzieckiem dobrze, nic się nie stało. To ja cie przepraszam – powiedziałam patrząc na tajemniczego, który sobie usiadł na moim łóżku . Czy nie pozwalał sobie na za dużo ? Zapytałam sama siebie, ale się do niego uśmiechnęłam.
-Powinnaś uważać, mój dzień kompletnie jest do kitu, i jeszcze nasz wypadek, normalnie chyba powinienem się położyć w domu i nie wychodzić, - dodał z uśmiechem, mimo, ze prawie go nie znałam. On tak swobodnie się zachowywał, zupełnie jakbyśmy się kumplowali już przez 3 lata co najmniej.
-Powinieneś to ty chyba się przedstawić. – powiedziałam, a co się będę z nim patyczkować, prawie mnie zabił, no dobra to ja mu weszłam pod kółka, ale to nie ważne.
-Aaaa, no faktycznie, przepraszam zapomniałem, jestem Grzesiek, Grzesiek Bociek.
- Ja Agata, Agata Dobrzańska - uśmiechnęłam się do niego.
Grzesiek teraz tak siedział przy obok mnie na łóżku i rozmawialiśmy. No naprawdę, tak świetnie się dogadywaliśmy jakbyś się znali nawet od małego. Fajnie, że go teraz spotkałam. Przynajmniej mam z kim porozmawiać. W ostatnim czasie straciłam trzy ważne dla mnie osoby. Teraz jeszcze noszę pod sercem dziecko faceta, który wszystko zniszczył. Tylko się zabawił. W końcu zjadłam coś i napiłam się soku. Grzesiek siedział u mnie, aż do wieczora. Powiedział, że wpadnie następnego dnia, ale dopiero po treningu. Pożegnałam się z nim i gdy wyszedł położyłam się lekko na boku i spróbowałam zasnąć.
~ z punktu widzenia Grześka...
Posiedziałem z Agatą jednak dłużej niż miałem w planach. To naprawdę świetna dziewczyna. Jeszcze z nikim nie dogadywałem się tak dobrze jak z nią. Opowiedziała mi swoją historię. Skąd się tu wzięła, z kim jest w ciąży i wszystko od początku. Strasznie przykro mi się zrobiło, gdy to usłyszałem. Cała trójka zachowała się głupio. W końcu ona myślała, że może na nich polegać. Fakty faktami, ale ona też się dobrze nie zachowała. Mam nadzieję, że teraz jej się dobrze ułoży. Aga ma jutro wyjść, więc postanowiłem, że wpadnę i pomogę jej wrócić do domu. Wymieniliśmy się numerami telefonów także w razie czego byliśmy w kontakcie.
Następnego dnia, obudziłem się o 8. Miałem godzinę, żeby się pozbierać i wyjść na trening. Ustaliłem z moją nową koleżanką, że wpadnę od razu po treningu. Na początku nie chciała się zgodzić na moją pomoc, ale ja muszę jej jakoś pomóc. Wiem, że ona potrzebuje tego. Wykonałem poranną toaletę i w biegu zjadłem śniadanie. Kiedy byłem gotowy poszedłem na trening. Dzisiaj było już lepiej niż wczoraj, jednak dalej mi świetnie ćwiczenia nie wychodziły. Ciągle miałem wyrzuty sumienia, że potrąciłem Dobrzańską. Po treningu w szatni, moi koledzy chyba domyślili się, ze kogoś poznałem bo od razu zaczęli mnie o nią wypytywać.
- No Grzesiu, kiedy się poznaliście? Jak ma na imię? Ładna jest?
- Na imię ma Agata. Poznałem ją wczoraj. Jechałem na rowerze i tak jakoś przez przypadek w nią wjechałem.
Oczywiście moi jakże mili koledzy zaczęli się śmiać.
- A ładna chociaż?
- Nawet bardzo.
- No to przynajmniej tyle.
Rozmowa z kolegami to jednak nie to samo co z nią. Ubrałem się i szybko wyszedłem z hali. Pojechałem do Agaty, bo właśnie miała wychodzić ze szpitala. Wszedłem do niej na salę. Już na mnie czekała. Ubrana była w rurki, luźniejszą koszulę z krótkim rękawem i baleriny. Włosy tym razem spięła w kucyka. Tak jej też ładnie było, to trzeba przyznać.
- Cześć - powiedziałem do niej z uśmiechem - no to co? Wracasz do domu.
- A tak - zaśmiała się - dziękuję, że przyszedłeś.
- Nie musisz dziękować, po prostu czułem potrzebę i odpowiedzialność, żeby odprowadzić cię do domu. To jak idziemy?
Na odpowiedź kiwnęła mi głową i wyszła przede mną. Szliśmy powoli w stronę jej domu, rozmawiając spontanicznie. Dowiedziałem się, że jest studentką prawa. Mądra dziewczyna. Gdy doszliśmy pod dom jej babci stanąłem przed nią.
- Dziękuje za odprowadzenie jeszcze raz - uśmiechnęła się do mnie.
- Nie ma problemu. Może zobaczymy się później albo jutro ?
- Hm.. myślę, że możemy. Zdzwonimy się jeszcze. Miłego dnia - puściła do mnie oczko i pocałowała mój policzek. Po chwili zniknęła na drzwiami.
Tak jak obiecałam jest część druga ! ;> Mam nadzieję, że też się podoba. Przy tej części też współpracowałam z Jaśkiem :D Pozwoliłam mu część napisać, przyznaję :D Jutro znowu do szkoły, zaczynam rehabilitację, więc może z moją kostką będzie okej ;p Mam nadzieję, że pojawi się chociaż kilka komentarzy, bo to daje mi motywację do pisania dalszych rozdziałów. Na dzisiaj to już tyle. Życzę wam miłego czytania i polecajcie znajomym jak się spodoba. Pozdrawiam wam ♥
sobota, 19 października 2013
Rozdział 10 cz. 1
z punktu widzenia Agaty...
Po kolejnym minionym tygodniu, postanowiłam, ze muszę powiedzieć Facundo o ciązy, po prostu muszę, mimo wszystko. Nie wiele myśląc, pojechałam samochodem pod Częstochowę, gdzie siatkarze Bełchatowa przebywali w przeprwach pomiedzy meczami i gdzie trenowali,
tam jak twierdził trener mieli spokój od mediów i rozwścieczonych fanek. Kiedy wyszłam z samochodu nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam, moim oczom w parku, w pobliżu ośrodka ukazała sie para.
Ale nie byle jaka para, to był Facundo... z Karoliną.
Z tą Karoliną, która jeszcze dosłownie chwile temu była moją przyjaciólką, a teraz w jednej sekundzie ją znienawidzilam.
Nie wiele myśląc podeszłam do nich, ale nie chciałam ich zabić, ochota mordu odeszła w jednej chwili kiedy przy nich stanęłam, kiedy mnie zobaczyli, zachowywali sie dosłownie tak,
jakby zobaczyli ducha. Ze spokojem, sama byłam w szoku, zdjęłam z palca pierścionek i podałam go Facundo, który dalej stał tak wmurowany.
-Może to i dobrze... życzę wam szczęscia, tylko nie zapomnij Karolino poinformować swojego faceta o tym że sie puszczasz z innym.
Karolina, zachowała się kompletnie inaczej niz zazwyczaj, z pewnością w oczach powiedziala do mnie:
-Ja przynajmniej nie robie dobrze, żonatemu facetowi, a Facu, no cóż... woli mnie, wiec mała spadaj.
Do tego wszystkiego włączył sie chyba najmniej potrzebny aktualnie Facundo.
-Agato, przepraszam Cię, to nie tak miało wyglądać, jestem z nią od kilku tygodni, wiem też o Michale, to on mi o was powiedział, wiem tez o dziecku, przepraszam.
Przynajmniej na tyle było go stać, mimo wszystko cos mnie tam w środku zabolało, chyba bardziej z powodu straty przyjaciólki która okazała sie zwykłą zdzirą,
ale przeciez ja też nie bylam swieta, zdradziłam go, kiedy było dobrze.Obróciłam się wiec na pięcie i ruszyłam w drogę powrotną do domu, w jednej chwili zrozumiałam też że z Michałem pora skończyć.
On doniósł o nas mojemu byłemu narzeczonemu to chyba najbardziej bolało, od razu w drodze powrotnej postanowiłam pojechać do Michała i się z nim rozmówić, szczęscie w nieszczęściu,
spotkalam go na chodniku w miejscu gdzie nocuje. On z wielkim usmiechem ruszył w moim kierunku.
-Agata, kochanie, proszę Cię, porozmawiajmy.
Jeszcze kilka dni temu rzuciłabym mu się na szyję, a teraz ? Teraz jedyne co potrafiłam to wymierzyć mu siarczystego policzka i dodać.
-Ty skonczona świnio, miłość ? Co tutaj dziewczyna do bzykanka a w Rosji żona i syn ? Nigdy do Ciebie nie wrócę, nigdy. Jak mogłeś powiedzieć o wszystkim Facundo, odejdz i daj mi spokój.
Na dziecko placić nie musisz, twoja żona tez się o niczym nie dowie, po prostu mnie zostaw i daj mi święty sposób.
Czułam się taka samotna teraz, przytuliłabym sie chyba nawet do kaktusa, mialam sama wychować dziecko mężczyzny, który po raz drugi tak mnie skrzywdził ? To było chyba zbyt dużo jak na moje młoda co bądz barki.
W kilka dni pozamykałam swoje sprawy w Bełchatowie i kiedy spakowałam swoje rzeczy ruszyłam w podróż do miejsca, które kiedyś było moją oazą spokoju do Kędzierzyna Koźla, to tutaj mieszka babcia, chyba jedyna kobieta która byłaby w stanie mnie zrozumieć teraz.
Po kilku godzinach już siedziałam przy stole z babcią, o dziwo ucieszyła sie z faktu, ze zostanie prababcia, przyznam bardzo mnie to zdziwiło. Już po godzinie rozmowy, czułam się o wiele lepiej, nie kto inny jak wyjątkowy lekarz duszy w postaci mojej babci, stwierdził, ze pora się przejsc.
Mam się ubrać i przynajmniej przez godzinę nie wracać. Nie wiele mysląc przyodziałam się w bluzę i ruszyłam po chodnikach Kedzierzyńskiego miasta...
Moje myśli zaprzątnięte zupełnie wydarzeniami ostatnich dni kompletnie nie pozwalały mi sie skupić na trasie, nie wiem nawet kiedy, wpadłam pod jadacy rower...
Mamy rozdział... dodaje go po pewnej nieobecności ale nie byłam w stanie pisać. Dzisiaj w tym miejscu chciałabym podziękować mojemu wspaniałemu przyjacielowi. Jasiek... Dziękuję ze byłeś przy mnie w ostatnim czasie. Był to trudny czas dla mnie. Dziękuję ze mi pomagasz. Pomogłeś przy tym rozdziale. Fajnie się współpracuje. Mam nadzieję ze dalej tak będzie. Jeszcze raz dziękuję. Zapraszam was do komentowania bo chce poznać waszą opinie. Pozdrawiam was !!! <3333
PS. Drugą część postaram się dodać jutro. ;)
piątek, 27 września 2013
Rozdział 9
- Cześć Karola, moglibyśmy się spotkać ? - zapytałem z nadzieją.
- Pewnie, a coś się stało?
- Pogadamy jak się spotkamy. To nie rozmowa na telefon.
- No dobrze, to gdzie i o której?
- Może za godzinę na rynku?
- Pasuje mi, będę punktualnie.
- To do zobaczenia.
- No cześć – rozłączyła się.
- No to mów co się dzieje – uśmiechnęła się.
- Spotkałem się wczoraj z Agatą tak jak mówiłaś.
- No... i co w związku z tym? - patrzyła cały czas na mnie.
- Powiedziała, że koniec z naszą znajomością, że zaraz bierze ślub i musi się wszystkim zająć, a że ja i tak będę szczęśliwszy z moją żoną niż z nią. Tylko, że zależy mi na niej i już nie wiem co mam robić – mówiąc to posmutniałem.
- Ja nie wiem co jej odbiło. Najpierw wdaje się z tobą w romans, a teraz to kończy i mówi że tak jest lepiej. Coś chyba jest nie tak.
- Też mi się wydaje, że jest coś nie tak. Może mogłabyś z nią pogadać?
- Pewnie. Pogadam z nią.
- Dziękuje ci bardzo. Jak coś wyjaśnisz to zadzwoń i mi powiedz dobra?
- Jasne. To jesteśmy w kontakcie.
- No co jest ? - zapytałam.
- Może ty mi powiesz co jest?
- Nie mam pojęcia o czym mówisz.
- No to się dowiesz. Gdzie teraz jesteś?
- W domu, a co?
- Będę tam za 10 minut.
- Spoko, czekam.
- Czy ty mi powiesz co ty odwalasz? - spojrzała na mnie mocno zdenerwowana.
- Ale o co ci chodzi?
- Widziałam się przed chwilą z Michałem. Powiedział mi, że zakończyłaś waszą znajomość.
- Yhh. Karolina ja musiałam.
- Teraz musiałaś? Nagle teraz? Przecież ty go kochasz dziewczyno, wpadłaś po uszy i to widać. Kończenie tego nic ci nie da, bo i tak ciągle będziesz do tego wracać. Wyjdziesz za mąż, to będzie za późno. Musisz zakończyć związek z Facundo. Jeszcze przed ślubem.
- Ale ja chyba chcę wyjść na Facundo. Michał ma przecież żonę i szczęśliwą rodzinę. Nie chce mu tego psuć.
- Ty nic nie psujesz. On sobie to już dawno zepsuł. Nie popełniaj tego samego błędu co on Aga.
- Nie potrafię odejść od Facundo.
- No jakoś będziesz musiała. Wasz związek i tak już nie ma sensu.
- Masz chyba rację. Ale potrzebuję czasu, żeby to sobie poukładać i w miarę łagodnie mu to powiedzieć.
- Jak chcesz.
- Karola masz dzisiaj jakieś plany ? - spojrzałam na nią.
- Nie, a czemu pytasz?
- Może się gdzieś przejdziemy? Dawno nie spędziłyśmy dnia razem.
- W sumie, czemu nie? - uśmiechnęła się.
- To chodźmy.
- Aga co się dzieje? - spojrzała trzymając mnie.
- Nic takiego, trochę mi się słabo zrobiło.
- Chodź, usiądziesz – pomogła mi dojść do ławki i usiadłyśmy. Od razu podała mi wody, której się napiłam – już dobrze?
- Tak, jest lepiej – odetchnęłam głęboko – nie mam pojęcia dlaczego tak się stało – westchnęłam.
- A miałaś jeszcze jakieś inne objawy lub coś?
- Czasem mnie mdliło, słabo mi też bywało czasem. Myślałam, że mi przejdzie.
- Wiesz co? Wydaje mi się, że powinnaś zrobić test ciążowy – powiedziała patrząc na mnie.
- Test ciążowy? Zwiariowałaś? Nie jestem w ciąży – powiedziałam spanikowana.
- Spokojnie. Sprawdzić zawsze można i będzie pewność – uśmiechnęła się.
- No dobra – powiedziałam zrezygnowana.
- To czekaj tu, a ja kupię.
- Ej nie płacz. Co wyszło? - spojrzała na mnie.
- Jestem w ciąży – spojrzałam na nią zapłakana.
- To przecież cudownie.
- No nie wiem czy takie cudownie – mówiłam płacząc. Odgarnęłam włosy do tyłu.
- Aga, a wiesz chociaż czyje to będzie dziecko? - spojrzała na mnie z pewną obawą w oczach. Widziałam to dokładnie.
- No Michała pewnie. Z Facundo spałam niedawno, więc byłoby za wcześnie żebym mogła zajść w ciążę.
- To teraz masz drugi powód dlaczego musisz odejść od Facundo.
- Ale jak ja Facundo teraz w oczy spojrzę? Zdradziłam go i jeszcze mam dziecko z innym.
- Spokojnie. Musisz z nim na spokojnie porozmawiać. Michałowi o dziecku też musisz powiedzieć.
- Na razie nie chcę mu mówić.
- Dobra jak chcesz. Nie płacz już proszę – powiedziała i przytuliła mnie mocno do siebie.
- Cześć kochanie, tęsknimy za tobą – w słuchawce usłyszałem głos Dagmary.
- O cześć. Ja za wami też.
- Kiedy do nas wrócisz?
- Nie wiem. Muszę załatwić jeszczę parę spraw i postaram się jak najszybciej.
- No dobrze. Pamiętaj, że cię kochamy.
- Pamiętam i ja was też. - powiedziałem smutnym głosem.
- Michał. Coś się stało?
- Nie, nie. Zmęczony tylko jestem.
- No dobrze. To może już nie zamęczam. Odpocznij najlepiej i w wolnej chwili zadzwoń. Oli chciałby z tobą porozmawiać.
- Zadzwonię. Na pewno. Obiecuję. Całuję was.
- My ciebie też. Pa – rozłączyła się.
- Aga co się dzieje? - zapytałem zaniepokojony.
- Nic takiego.
- Płakałaś przed chwilą?
- Nie, nie.
- Mów prawdę, przecież słyszę. Co się stało?
- A moglibyśmy się spotkać? To raczej nie rozmowa na telefon.
- Dobra jak chcesz. Tylko gdzie i o której?
- Zaraz u Ciebie będę. Czekaj na mnie.
- Dobrze, czekam.
- Aga. Matko co się stało? Czemu płakałaś? - złapałem ją za ramiona i spojrzałem w jej oczy.
- Muszę ci o czymś powiedzieć.
- No dobrze. To mów.
- No bo...
- No bo co? Mów, bo się już martwię co jest.
- Ja jestem w ciąży.
- W ciąży? - powtórzyłem zaskoczony – z kim?
- Z tobą. Jestem tego pewna. Będziesz ojcem. Będziemy mieli dziecko.
- Przecież to cudownie – powiedziałem i przytuliłem ją.
- Cudownie? Michał ty masz żonę i dziecko. Rozbiję ci małżeństwo. Oprócz tego sama teraz będę wychodzić za mąż i co ja Facundo powiem?
- Ej, ej spokojnie. Małżeństwa mi nie rozbijesz, bo to nie twoja wina. Tym się nie przejmuj. A Facundo powinnaś powiedzieć prawdę. Nie możesz go oszukiwać już dłużej, a tym bardziej jak jesteś w ciąży i to nie z nim. - mówiłem patrząc w jej oczy.
- A ty już powiedziałeś o wszystkim swojej żonie?
- No nie powiedziałem. Zrobię to przy najbliżej okazji obiecuję ci.
- Michał. Sam widzisz, że to nie jest łatwe. Dobra powiem o wszystkim Facundo, ale najpierw ty powiedz o wszystkim swojej żonie.
- Dobrze.
poniedziałek, 16 września 2013
Rozdział 8
- Cześć kochanie – powiedziała, gdy skończyła rozmawiać.
- Cześć – odpowiedziałem.
- Coś się stało?
- Możemy pogadać?
- No tak.
- Czy ty jesteś ze mną szczęśliwa? - spojrzałem jej prosto w oczy.
- Jestem szczęśliwa.
- Na pewno chcesz ślubu?
- Oczywiście, że chcę. Czemu w ogóle pomyślałeś, że nie chcę?
- A nie wiem, tak jakoś. Kocham Cię – pocałowałem ją.
- Ja Ciebie też – odwzajemniła mój pocałunek.
- Jakby było inaczej masz mi powiedzieć, a nie chować tego w tajemnicy przede mną, dobrze kochanie ?
- Dobrze – westchnęła.
- A teraz ja się będę zbierać, bo za godzinkę mam trening.
- No cześć mała – powiedziała Karolina.
- Cześć, cześć – powiedziałam z dużym uśmiechem na twarzy.
- Jaka ty dziś szczęśliwa – zaśmiała się.
- Co powiesz na te ? - Karolina pokazała mi kilka, bardzo pięknych sukni ślubnych.
- Wow, śliczne są – spojrzałam na nie zafascynowana.
- To teraz idź je przymierzyć – podała mi suknie i popchała w stronę przymierzalni.
- Wyglądasz przepięknie – powiedziała Karolina podchodząc do mnie.
- Wiem, ona jest śliczna – uśmiechnęłam się.
- Musisz ją kupić, mówię ci – poprawiła mi włosy.
- No nie wiem, tu jest dużo sukni, może jeszcze warto przymierzyć inne?
- Masz rację, ale jak żadnej lepszej nie będzie to bierzesz tę.
- Dobrze obiecuję – zaśmiałam się.
- A co ty tu robisz ? - krzyknęłam w jego kierunku.
- Przechodziłem i akurat zobaczyłem was tutaj.
- Przypadkiem tak?
- Tak, przypadkiem. Aga wygląda przepięknie.
- Wiem o tym. Skoro już się napatrzyłeś to chyba możesz iść?
- Karola, ja wiem, że ty mnie nie lubisz. Zrozum to, że przez te wszystkie lata ja o niej myślałam i kocham ją ciągle. Nie wiem co mi odbiło i założyłem rodzinę z inną kobietą. Najwidoczniej byłem skończonym kretynem, a Dagmara miała mi zmazać w pamięci to co się stało tutaj 3 lata temu. Jednak nie potrafię zapomnieć. Popełniłem błąd wiem o tym, ale Agata była, jest i będzie dla mnie najważniejsza. Nie bądź już na mnie zła.
- Dobra, może i masz rację. Gniewałam się na Ciebie przez tyle lat, ale teraz jak mi to wszystko powiedziałeś już chyba nie mogę. Widzę jak ty ją kochasz i że zależy ci na niej. Odpuszczę ci już to wszystko.
- Dziękuje, naprawdę – po raz pierwszy od trzech lat się do mnie uśmiechnął.
- Tylko powiedz mi co zamierzasz teraz zrobić? Przecież ona niedługo wychodzi za mąż.
- Nie mam pojęcia co mam zrobić. Zależy mi bardzo na niej, ale w tym momencie naprawdę nie wiem co robić. Nie chce jej psuć życia z nim, ale ja ją kocham.
- No kiepska sytuacja. Tylko, że ona też cię kocha to widać. Wystarczy spojrzeć na nią. Ona jest teraz zagubiona. Nie wie co robić, a ja już nie wiem jak mam jej pomóc.
- Może ja powinienem zniknąć z jej życia na zawsze?
- Uważam, że to nie jest dobry pomysł. Ona przecież i tak już o tobie nie zapomni, a jak znikniesz z jej życia to ona zacznie przeżywać to jak 3 lata temu. Tego chyba nie chcesz.
- Oczywiście, że nie chcę.
- Moim zdaniem powinniście szczerze o tym porozmawiać i wspólnie coś ustalić.
- Chyba masz rację. To ja się do niej odezwę.
- Może wejdziesz do środka co?
- Nie wiem czy to jest dobry pomysł. Powiedz jej, że zadzwonię potem i że wygląda pięknie w tej sukni – powiedział puszczając oczko.
- Spoko, nie ma sprawy – zaśmiałam się i wróciłam do Agaty.
- Przepraszam Cię – powiedziałam.
- Za co ty mnie przepraszasz ? - spojrzała na mnie z łzami w oczach.
- Za to, że jak potrzebowałaś mojej pomocy i byłaś mocno zagubiona ja kazałam ci o nim zapomnieć i być z Facundo. Tak się nie da i teraz się o tym przekonałam. Jak pogadałam teraz z Michałem i usłyszałam co mi powiedział, to ja nie mogę wam zabronić się kochać. W końcu ty jesteś jego miłością a on twoją i nie mogę wam tego zabronić. Tylko, że ja chciałam dobrze. Bardzo cię przepraszam.
- Karola, rozumiem cię. Starałam się robić tak jak mi mówiłaś, ale rzeczywiście się nie da. Jednak też coś trzyma mnie przy Facundo.
- Powiedziałam Michałowi, żebyście się dzisiaj spotkali.
- Nie wiem czy to dobry pomysł.
- To jest dobry pomysł. Musicie pogadać, wszystko wyjaśnić i coś ustalić. Powiedział, że do ciebie zadzwoni. A i mam ci przekazać, że pięknie ci w tej sukni – puściłam jej oczko.
- Tak? - usłyszałem jej ciepły głos.
- Aga, możemy się spotkać?
- Hm...no możemy.
- To czekam na ciebie o 18 w tej kawiarni przy hali.
- Dobrze – powiedziała i rozłączyła się.
- Usiądź – uśmiechnąłem się ciepło i pokazałem jej miejsce.
- Aga musimy pogadać – złapałem ją za dłoń.
- Chyba masz rację – odezwała się w końcu i spojrzała na mnie.
- Wiem, że niedługo wychodzisz za mąż, ale muszę ci coś powiedzieć.
- Ja też ci coś muszę powiedzieć.
- To mów pierwsza.
- Nie, ty zacznij.
- Dobrze jak chcesz. No więc...Kocham Cię Aga. Wiem, że masz neidługo ten ślub z tym swoim, ale ja nie potrafię tak siedzieć i patrzeć jak ty cierpisz. Widzę, że tak naprawdę nie chcesz tego ślubu. Jak za niego wyjdziesz będziesz nieszczęśliwa tak samo jak ja. Każdego dnia żałuję, że wzięłm ślub, a ciebie tutaj zostawiłem. Ty nie możesz wyjść za Facundo, bo wiem, że nie kochasz go tak bardzo jak mnie. Odejdź od niego, proszę cię. Możemy zacząć wszystko od nowa. Tylko daj mi tę drugą szansę. Obiecuję, że tym razem cię już nie zostawię.
- Michał...
- Proszę cię daj mi tę szansę – spojrzałem jej w oczy trzymając jej dłoń.
- Nie Michał, ja nie mogą – do jej oczu napłynęły jej łzy.
- Przecież ja widzę, że tego nie chcesz. Aga proszę cię.
- Naprawdę nie mogę. Ja wychodzę za mąż i będę układać sobie życie na nowo. Owszem kocham Cię, ale ja mogę. Spędziłam z tobą cudowne chwile, ale ty masz już rodzinę ja za miesiąc zakładam swoją i nam się nie uda zrozum – łza spłynęła po jej policzku.
- Nie rób mi tego proszę cię – wstałem z miejsca, kiedy ona to zrobiła.
- Wybacz mi, ale nie mamy innego wyjścia. Naprawdę dziękuje za te chwile razem za tą miłość, którą mi dałeś, ale musimy to wszystko zakończyć – podeszła do mnie i pocałowała mnie czule, a następnie oparła czoło o moje i przymknęła oczy. Po jej policzkach spłynęło więcej łez.
- Ale ty tego nie chcesz – ująłem jej twarz w dłonie i wytarłem jej łzy. Spojrzałem jej w oczy.
- Nie chcę, oczywiście, że nie chcę, ale muszę. Nam nie wyjdzie – mówiła patrząc mi w oczy.
- Wyjdzie nam zobaczysz, tylko daj mi tę szansę.
- Nie mogę – pocałowała mnie ostatni raz – kocham cię i wiem, że bardziej szczęśliwy będziesz ze swoją żoną. Cześć – powiedziała i wyszła z kawiarni.
wtorek, 27 sierpnia 2013
Rozdział 7
- To co ja mam teraz robić? - spojrzałam na nią zapłakana.
- No cóż...przede wszystkim powinnaś jak najszybciej zakończyć romans z Michałem. - wyciągnęła paczkę chusteczek i mi podała.
- Ale, ja go kocham i jakoś nie potrafię. - Westchnęłam.
- Agata on dopiero co niedawno wrócił, faktycznie był kiedyś twoją wielką miłością, ale przecież jak poznałaś Facundo wszystko się zmieniło.
- No niby tak, ale jak zobaczyłam wtedy Michała, to te wszystkie uczucia do mnie wróciły rozumiesz?
- Dobra, ale no on ma przecież żonę. Jakby cię wtedy tak kochał to by nie wyjechał, nie zostawił cię i nie układał sobie życia z kimś innym.
- Może masz rację...tylko, że specjalnie nie chce mi się wierzyć w to, że mnie nie kochał ani że nie kocha mnie teraz. Jakbyś tylko widziała jak on na mnie patrzy.
- Nie wiem jak na ciebie patrzy, ale też nie możesz mu się tak dawać.
- Cześć, kochanie – powiedziała wesoła.
- Cześć.
- Czemu nie odbierasz? Zaczęłam się martwić.
- A wiesz, załatwiam tu ciągle wszystko, wieczorem spotykam się z kumplami – skłamałem.
- No dobrze, tęsknimy za tobą wiesz?
- Wiem. A co u małego?
- Tęskni bardzo, chcesz go do telefonu?
- Pewnie, ze tak.
- Cesc tato – usłyszałem głos mojego synka. Tęskniłem za nim bardzo.
- Cześć synku, co u ciebie słychać?
- Wsystko dobzie, ale tęśknię zia tobom.
- Ja za tobą też, ale już niedługo przyjadę do domku i znowu będziemy się bawić
- Dobla, to cekam na ciebie.
- Dobrze, do zobaczenia, kocham cię.
- Ja cebie tes.
- Kochanie, znamy się już długo, mieszkamy razem, kocham cię – mówił patrząc prosto w oczy.
- Ja Ciebie też kocham – uśmiechnęłam się.
- Dlatego, chciałbym cię o coś zapytać – powiedział i klęknął przede mną. Byłam zaskoczona. Zanim jeszcze coś powiedział łzy napłynęly mi do oczu.
- Wyjdziesz za mnie ? - wyjął małe pudełeczko i otworzył je. W środku był mały pierścionek.
- Tak, wyjdę – uśmiechnęłam się przez łzy. Facundo założył mi pierścionek, a następnie czule pocałował.
- No cześć, mała. Co jest? - uśmiechnęłam się gdy usłyszałam jej głos.
- Zaręczyłam się.
- Naprawdę? Facundo ci się oświadczył?
- Tak.
- No to gratuluję – powiedziała ucieszona.
- Dziękuje, niedługo będziesz mi pomagała wybierać suknię – zaśmiałam się.
- Ależ oczywiście – zaśmiała się – widzę, że zmądrzałaś i wzięłaś do siebie moje słowa.
- Chyba tak – westchnęłam
- Aga...chyba się nie wahasz co?
- Nie, skądże. Mam nadzieję, że teraz się wszystko ułoży.
- Też mam nadzieję. Dobra, mała, ja kończę, bo jestem umówiona z moim chłopakiem.
- Dobra, to do zobaczenia – rozłączyłam się.
- Nie bój się to tylko ja – szepnął mi do ucha.
- Michał co ty tu robisz ? - spojrzałam na niego.
- Zdaje się, że to co ty, czyli zakupy – zaśmiał się.
- No tak, głupie pytanie – uśmiechnęłam się.
- Poczekaj, odprowadzę cię – uśmiechnął się do mnie.
- Nie wiem czy to dobry pomysł – spojrzałam na niego.
- A ja myślę, że dobry – zaśmiał się.
- Zaręczyłaś się ? - wziął moją dłoń i patrzył na pierścionek
- Tak, wczoraj – spojrzałam na niego.
- Chwila, po tym wszystkim co między nami było, ty się zaręczyłaś?
- Jak widzisz tak.
- Aga, ale ja Cię kocham. Myślałem, że odejdziesz od niego i będziesz ze mną!! - krzyknął.
- Nie krzycz, jesteś wśród ludzi, którzy myślą, że żyjesz sobie szczęśliwie z Dagmarą. Ty masz swoją rodzinę i chyba tego się powinieneś trzymać. Ja też chcę sobie ułożyć życie – powiedziałam z łzami w oczach.
- Ale ja chciałem od niej odejść dla ciebie – spojrzał prosto w moje oczy.
- Michał zrozum..to chyba nie ma sensu.
- Miałoby sens, jesteśmy dla siebie stworzeni, ale skoro wybrałaś inne życie nie wcinam się, cześć – powiedział i odszedł.