niedziela, 20 października 2013
Rozdział 10 cz.2
Ten dzień był wyjątkowo zły, wszystko co mogło się spieprzyć już się spieprzyło.
Trening nie wyszedł, woda pękła zalewając mieszkanie sąsiada, samochód odmówił posłuszeństwa, pies się na mnie wypiął, brakowało tylko tego, żeby w rowerze pękła opona. A właśnie rower, mój ulubiony środek lokomocji, chyba nie wyobrażam sobie innego w takie właśnie dni, samotne podróże przez miasto to chyba coś najbardziej odprężającego człowieka. No i kurna stało się, i z rowerem nie wyszło, wprost pod moje opony weszła dziewczyna, a siła roweru i mojej bądź co bądź sporej objętości powaliła ją na ziemię. Kiedy tylko zeskoczyłem z roweru pognałem do dziewczyny w celu sprawdzenia czy wszystko z nią w porządku.
-Ej wszystko okej ? weszłaś mi prosto pod kółka, powinnaś bardziej uważać… o cholera…
Powiedziałem kiedy tylko zobaczyłem spływającą po jej czole krew.
~ Z punktu widzenia Agaty...
Po pierwszym wstrząsie po powaleniu na ziemię pierwsze co przyszło mi do głowy to mój maluszek, którego już pokochałam.
-Boże moje dziecko, ja jestem w ciąży, ratuj moje dziecko.
Dodałam kiedy, mężczyzna zaczął wycierać moje czoło chusteczką jednocześnie dzwoniąc po pogotowie, które na miejscu było wyjątkowo szybko. Mimo moich próśb o to, żeby mnie nie brali, lekarz nie zgodził się, stwierdził, że dobrze zrobić badanie chociażby ze względu na dziecko. A tajemniczy mężczyzna jeszcze długo mnie przepraszał chyba właściwie do chwili w której nie zamknęli drzwi karetki.
~ Z punktu widzenia tajemniczego...
Myślałem że ją zabije, cholera ja siebie zabije najpierw ! Ale jak ona łazi, w ciąży i chodzi jak po 0,7, no cholera, jeszcze tego brakowało żebym kogoś uśmiercił. Ale nic musiałem wrócić do domu, tam po szybkim prysznicu u sąsiada (zepsuta rura u mnie) nie mogłem sobie znaleźć miejsca, kuchnia zbyt mała, sypialnia zbyt jasna, salon za duży, zabrałem sweter i poleciałem do szpitala tam oczywiście rutynowe pytanie.
-Pan jest mężem pacjentki ? bądź kimś z rodziny ?
Pomyślicie pewnie skąd wiem jak się nazywa ta niewiasta ? A no słyszałem jak mówiła lekarzom jak się nazywa .. Agata Dobrzańska . Nie wiele myśląc powiedziałem w stronę pielęgniarki.
-Eee tak, chłopakiem, jest w ciąży, proszę mnie do niej wpuścić, błagam.
Hah musiałem być przekonujący, bo już po chwili szedłem korytarzem z pielęgniarką, która najpierw weszła do sali w której chyba była ta dziewczyna.
~ Z punktu widzenia Agaty...
Pielęgniarka wchodząca do Sali uśmiechnęła się szeroko do mnie, a po chwili powiedziała.
-Pani chłopak już jest, już go wpuszczam.
Jak się zdziwiłam, Michał ? Facundo ? Przecież żadne z nich by tak szybko tutaj nie dojechało, a więc kto ? Po chwili już wiedziałam, to mój niedoszły zabójca. Wszedł z kwiatkami i sokiem do sali. Jego uśmiech był tak rozbrajający że od razu wybaczyłam to kłamstwo dotyczące naszej znajomości, podszedł do mojego łóżka pytając.
-Jak dziecko ? Ja przepraszam, wpadłaś mi pod koła, to dla Ciebie, sok i kwiatki, tak żeby ci miło było.
-Z dzieckiem dobrze, nic się nie stało. To ja cie przepraszam – powiedziałam patrząc na tajemniczego, który sobie usiadł na moim łóżku . Czy nie pozwalał sobie na za dużo ? Zapytałam sama siebie, ale się do niego uśmiechnęłam.
-Powinnaś uważać, mój dzień kompletnie jest do kitu, i jeszcze nasz wypadek, normalnie chyba powinienem się położyć w domu i nie wychodzić, - dodał z uśmiechem, mimo, ze prawie go nie znałam. On tak swobodnie się zachowywał, zupełnie jakbyśmy się kumplowali już przez 3 lata co najmniej.
-Powinieneś to ty chyba się przedstawić. – powiedziałam, a co się będę z nim patyczkować, prawie mnie zabił, no dobra to ja mu weszłam pod kółka, ale to nie ważne.
-Aaaa, no faktycznie, przepraszam zapomniałem, jestem Grzesiek, Grzesiek Bociek.
- Ja Agata, Agata Dobrzańska - uśmiechnęłam się do niego.
Grzesiek teraz tak siedział przy obok mnie na łóżku i rozmawialiśmy. No naprawdę, tak świetnie się dogadywaliśmy jakbyś się znali nawet od małego. Fajnie, że go teraz spotkałam. Przynajmniej mam z kim porozmawiać. W ostatnim czasie straciłam trzy ważne dla mnie osoby. Teraz jeszcze noszę pod sercem dziecko faceta, który wszystko zniszczył. Tylko się zabawił. W końcu zjadłam coś i napiłam się soku. Grzesiek siedział u mnie, aż do wieczora. Powiedział, że wpadnie następnego dnia, ale dopiero po treningu. Pożegnałam się z nim i gdy wyszedł położyłam się lekko na boku i spróbowałam zasnąć.
~ z punktu widzenia Grześka...
Posiedziałem z Agatą jednak dłużej niż miałem w planach. To naprawdę świetna dziewczyna. Jeszcze z nikim nie dogadywałem się tak dobrze jak z nią. Opowiedziała mi swoją historię. Skąd się tu wzięła, z kim jest w ciąży i wszystko od początku. Strasznie przykro mi się zrobiło, gdy to usłyszałem. Cała trójka zachowała się głupio. W końcu ona myślała, że może na nich polegać. Fakty faktami, ale ona też się dobrze nie zachowała. Mam nadzieję, że teraz jej się dobrze ułoży. Aga ma jutro wyjść, więc postanowiłem, że wpadnę i pomogę jej wrócić do domu. Wymieniliśmy się numerami telefonów także w razie czego byliśmy w kontakcie.
Następnego dnia, obudziłem się o 8. Miałem godzinę, żeby się pozbierać i wyjść na trening. Ustaliłem z moją nową koleżanką, że wpadnę od razu po treningu. Na początku nie chciała się zgodzić na moją pomoc, ale ja muszę jej jakoś pomóc. Wiem, że ona potrzebuje tego. Wykonałem poranną toaletę i w biegu zjadłem śniadanie. Kiedy byłem gotowy poszedłem na trening. Dzisiaj było już lepiej niż wczoraj, jednak dalej mi świetnie ćwiczenia nie wychodziły. Ciągle miałem wyrzuty sumienia, że potrąciłem Dobrzańską. Po treningu w szatni, moi koledzy chyba domyślili się, ze kogoś poznałem bo od razu zaczęli mnie o nią wypytywać.
- No Grzesiu, kiedy się poznaliście? Jak ma na imię? Ładna jest?
- Na imię ma Agata. Poznałem ją wczoraj. Jechałem na rowerze i tak jakoś przez przypadek w nią wjechałem.
Oczywiście moi jakże mili koledzy zaczęli się śmiać.
- A ładna chociaż?
- Nawet bardzo.
- No to przynajmniej tyle.
Rozmowa z kolegami to jednak nie to samo co z nią. Ubrałem się i szybko wyszedłem z hali. Pojechałem do Agaty, bo właśnie miała wychodzić ze szpitala. Wszedłem do niej na salę. Już na mnie czekała. Ubrana była w rurki, luźniejszą koszulę z krótkim rękawem i baleriny. Włosy tym razem spięła w kucyka. Tak jej też ładnie było, to trzeba przyznać.
- Cześć - powiedziałem do niej z uśmiechem - no to co? Wracasz do domu.
- A tak - zaśmiała się - dziękuję, że przyszedłeś.
- Nie musisz dziękować, po prostu czułem potrzebę i odpowiedzialność, żeby odprowadzić cię do domu. To jak idziemy?
Na odpowiedź kiwnęła mi głową i wyszła przede mną. Szliśmy powoli w stronę jej domu, rozmawiając spontanicznie. Dowiedziałem się, że jest studentką prawa. Mądra dziewczyna. Gdy doszliśmy pod dom jej babci stanąłem przed nią.
- Dziękuje za odprowadzenie jeszcze raz - uśmiechnęła się do mnie.
- Nie ma problemu. Może zobaczymy się później albo jutro ?
- Hm.. myślę, że możemy. Zdzwonimy się jeszcze. Miłego dnia - puściła do mnie oczko i pocałowała mój policzek. Po chwili zniknęła na drzwiami.
Tak jak obiecałam jest część druga ! ;> Mam nadzieję, że też się podoba. Przy tej części też współpracowałam z Jaśkiem :D Pozwoliłam mu część napisać, przyznaję :D Jutro znowu do szkoły, zaczynam rehabilitację, więc może z moją kostką będzie okej ;p Mam nadzieję, że pojawi się chociaż kilka komentarzy, bo to daje mi motywację do pisania dalszych rozdziałów. Na dzisiaj to już tyle. Życzę wam miłego czytania i polecajcie znajomym jak się spodoba. Pozdrawiam wam ♥
sobota, 19 października 2013
Rozdział 10 cz. 1
z punktu widzenia Agaty...
Po kolejnym minionym tygodniu, postanowiłam, ze muszę powiedzieć Facundo o ciązy, po prostu muszę, mimo wszystko. Nie wiele myśląc, pojechałam samochodem pod Częstochowę, gdzie siatkarze Bełchatowa przebywali w przeprwach pomiedzy meczami i gdzie trenowali,
tam jak twierdził trener mieli spokój od mediów i rozwścieczonych fanek. Kiedy wyszłam z samochodu nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam, moim oczom w parku, w pobliżu ośrodka ukazała sie para.
Ale nie byle jaka para, to był Facundo... z Karoliną.
Z tą Karoliną, która jeszcze dosłownie chwile temu była moją przyjaciólką, a teraz w jednej sekundzie ją znienawidzilam.
Nie wiele myśląc podeszłam do nich, ale nie chciałam ich zabić, ochota mordu odeszła w jednej chwili kiedy przy nich stanęłam, kiedy mnie zobaczyli, zachowywali sie dosłownie tak,
jakby zobaczyli ducha. Ze spokojem, sama byłam w szoku, zdjęłam z palca pierścionek i podałam go Facundo, który dalej stał tak wmurowany.
-Może to i dobrze... życzę wam szczęscia, tylko nie zapomnij Karolino poinformować swojego faceta o tym że sie puszczasz z innym.
Karolina, zachowała się kompletnie inaczej niz zazwyczaj, z pewnością w oczach powiedziala do mnie:
-Ja przynajmniej nie robie dobrze, żonatemu facetowi, a Facu, no cóż... woli mnie, wiec mała spadaj.
Do tego wszystkiego włączył sie chyba najmniej potrzebny aktualnie Facundo.
-Agato, przepraszam Cię, to nie tak miało wyglądać, jestem z nią od kilku tygodni, wiem też o Michale, to on mi o was powiedział, wiem tez o dziecku, przepraszam.
Przynajmniej na tyle było go stać, mimo wszystko cos mnie tam w środku zabolało, chyba bardziej z powodu straty przyjaciólki która okazała sie zwykłą zdzirą,
ale przeciez ja też nie bylam swieta, zdradziłam go, kiedy było dobrze.Obróciłam się wiec na pięcie i ruszyłam w drogę powrotną do domu, w jednej chwili zrozumiałam też że z Michałem pora skończyć.
On doniósł o nas mojemu byłemu narzeczonemu to chyba najbardziej bolało, od razu w drodze powrotnej postanowiłam pojechać do Michała i się z nim rozmówić, szczęscie w nieszczęściu,
spotkalam go na chodniku w miejscu gdzie nocuje. On z wielkim usmiechem ruszył w moim kierunku.
-Agata, kochanie, proszę Cię, porozmawiajmy.
Jeszcze kilka dni temu rzuciłabym mu się na szyję, a teraz ? Teraz jedyne co potrafiłam to wymierzyć mu siarczystego policzka i dodać.
-Ty skonczona świnio, miłość ? Co tutaj dziewczyna do bzykanka a w Rosji żona i syn ? Nigdy do Ciebie nie wrócę, nigdy. Jak mogłeś powiedzieć o wszystkim Facundo, odejdz i daj mi spokój.
Na dziecko placić nie musisz, twoja żona tez się o niczym nie dowie, po prostu mnie zostaw i daj mi święty sposób.
Czułam się taka samotna teraz, przytuliłabym sie chyba nawet do kaktusa, mialam sama wychować dziecko mężczyzny, który po raz drugi tak mnie skrzywdził ? To było chyba zbyt dużo jak na moje młoda co bądz barki.
W kilka dni pozamykałam swoje sprawy w Bełchatowie i kiedy spakowałam swoje rzeczy ruszyłam w podróż do miejsca, które kiedyś było moją oazą spokoju do Kędzierzyna Koźla, to tutaj mieszka babcia, chyba jedyna kobieta która byłaby w stanie mnie zrozumieć teraz.
Po kilku godzinach już siedziałam przy stole z babcią, o dziwo ucieszyła sie z faktu, ze zostanie prababcia, przyznam bardzo mnie to zdziwiło. Już po godzinie rozmowy, czułam się o wiele lepiej, nie kto inny jak wyjątkowy lekarz duszy w postaci mojej babci, stwierdził, ze pora się przejsc.
Mam się ubrać i przynajmniej przez godzinę nie wracać. Nie wiele mysląc przyodziałam się w bluzę i ruszyłam po chodnikach Kedzierzyńskiego miasta...
Moje myśli zaprzątnięte zupełnie wydarzeniami ostatnich dni kompletnie nie pozwalały mi sie skupić na trasie, nie wiem nawet kiedy, wpadłam pod jadacy rower...
Mamy rozdział... dodaje go po pewnej nieobecności ale nie byłam w stanie pisać. Dzisiaj w tym miejscu chciałabym podziękować mojemu wspaniałemu przyjacielowi. Jasiek... Dziękuję ze byłeś przy mnie w ostatnim czasie. Był to trudny czas dla mnie. Dziękuję ze mi pomagasz. Pomogłeś przy tym rozdziale. Fajnie się współpracuje. Mam nadzieję ze dalej tak będzie. Jeszcze raz dziękuję. Zapraszam was do komentowania bo chce poznać waszą opinie. Pozdrawiam was !!! <3333
PS. Drugą część postaram się dodać jutro. ;)